czwartek, 28 lutego 2019

#loveyourselfchallenge


Zapytaj mnie tylko, a wymienię ciągiem listę swoich najgorszych cech bez nabierania powietrza. Chcesz mojej opinii? Na jednym oddechu wyrecytuję bez zająknięcia wszystkie możliwe czarne scenariusze, a ciebie powali moja kreatywność w wymyślaniu najgorszych z możliwych wersji. Jestem swoim najlepszym advocatus diaboli.

Nie ma w tym nic nowego, że łatwiej nam znaleźć negatywy, sprawdzili to w 1988 Hansen i Hansen. Okazało się, że badani przez nich ludzie prawie dwa razy szybciej odnajdywali rozzłoszczoną twarz w tłumie uśmiechniętych ludzi niż radosnego człowieka w grupie gburów. Odruchowo szukamy zagrożeń, by móc się przed nimi ochronić. Czasami jednak coś co ma Ciebie chronić staje się Twoim najgorszym wrogiem.

Chcesz wyzwanie? Proszę:
Usiądź sobie teraz wygodnie, weź kartkę i długopis i wypisz 10 swoich najlepszych cech.
Stań przed lustrem, spójrz na siebie  miłością i wymień je wszystkie. Kartkę schowaj, jutro zrobisz dokładnie to samo. 

1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.


Po co to wszystko? Gdy już opanujesz sztukę dostrzegania pozytywów w sobie... zauważysz z łatwością ile wartości mają w sobie inni.

sobota, 13 października 2018

Recenzja wózka X-Lander X-Run



Był taki eksperyment psychologiczny, w którym Deci i Ryan udowodnili, że im mniej płacimy pracownikom tym chętniej pracują. To był tłumaczyło, dlaczego tworzę takie peany na cześć X-Landera – nie zapłacili mi za to, ot co!

W związku z licznymi pytaniami na temat bryki mojej córki przygotowałam bardzo osobistą, jak wszystko co piszę, recenzję wózka. Od razu uprzedzam – to pozytywna recenzja. To ten wózek uratował moje życie psychiczne i w połączeniu z oksytocyną sprawił, że nie oddałam dziecka do okienka życia zaraz po urodzeniu. 

Jednym z najczęściej zadawanych pytań jest to, czy posiadam inne „normalne” wózki. Nie kochani, posiadam tylko jeden nienormalny wózek i jest to X-Run. Jest to wózek 3w1 więc używamy go od pierwszych dni życia Anki. Przez pierwsze kilka miesięcy jeździła w gondoli, wpinaliśmy również do ramy fotelik samochodowy Cybex Aton. Próbowaliśmy w wakacje używać „parasolki” jakiegoś innego producenta ale pchanie tego dziadostwa było gorsze niż przesuwanie mebli po wykładzinie w mieszkaniu. Dlatego też nawet jadąc na wakacje zabieramy X-Runa.




Anka przesiadła się z gondoli do spacerówki dość wcześnie, miała niecałe 5 miesięcy. Teraz oddychaj, luzuj kokardy – zanim zrobisz wykład o tym jak to prawie urwałam głowę delikatnemu dziecku nieodpowiedzialnie wsadzając je do nieodpowiedniego wózka  to przeczytaj uważnie:
  • Spacerówka rozkłada się do pozycji leżącej
  • Anka była bardzo silna, dobrze trzymała głowę
  • Była zima, więc opatulona we wszystkie kombinezonie, śpiworki kocyki i osłonki przypominała wielka larwę i choćbym bardzo chciała ja ostro wytrząść lub jak to mówią na Podlasiu wytelepać to warstwy pierza i polaru wszystko amortyzowały

Czy powinniście wsadzać swoje dziecko do spacerówki przed ukończeniem 6 miesiąca? Nie wiem. Ja wsadziłam.


WYGLĄD:
Kwestia gustu, rzecz jasna. Jeśli podobają Ci się wózki retro albo marzysz o Cybex Priam Lux by Jeremy Scott to żaden, absolutnie żaden biegowy wózek Ci się nie spodoba. Na tle innych sprzętów z kategorii X-Run wypada jednak znakomicie. Uważam, że jest dużo ładniejszy niż BOB i równie ładny jak Thule Urban Glide. Do wyboru mamy 5  kolorów – od limitowanego lawendowego fioletu po czerń. Wózek jest znakomicie wykończony – piękne spawy, matowy lakier i idealne szwy. Bardzo, bardzo ładny.





AKCESORIA:
X-Lander ma bogata ofertę akcesoriów, lecz nie wszystko musisz mieć. Na pewno przydadzą się te:
  • X-Bag czyli torba – genialna, pojemna, kolorystycznie dopasowana do wózka! Przypięta do rączki za pomocą sprytnych klipsów nie obija się o nogi, nie buja, nie zwisa smętnie, nie wkurza
  • Uchwyt na kubek – idealny na bidon, butelkę wody czy kubek latte XXL
  • Folia przeciwdeszczowa
  • Osłona przeciwsłoneczna
  • X-pad czyli mięciutka wkładka na lato
  • X-muf zamiast rękawiczek




Nie będę się rozwodziła na temat specyfikacji – wszystko jest na stronie producenta czyli TU. Bez zbędnego pitolenia przejdę do konkretów:

ZALETY:
  • Lekki
  • Bardzo łatwo się rozkłada, nawet z Dzidziutkiem wiszącym na szyi umiem wyjąć go jedna ręką z auta i jednym ruchem rozłożyć. Genialne.
  • Łatwo się prowadzi mimo braku przedniego skrętnego koła. Wózek wielokrotnie przeszedł testy łosia w sezonie wakacyjnym w sopockich alejkach. Kto był ten wie. 
  • Regulowana rączka sprawia, że wózek można przystosować niezależnie od tego czy biegacz ma 160 czy 200cm wzrostu.
  • Pięknie wygląda
  • Polski producent!
  • Po złożeniu mieści się w bagażniku każdego kombi – po zdjęciu kół zmieści się w każdym bagażniku
  • Darmowy serwis po roku – przetestowałam. Kurier odbiera wózek i po kilku dniach sprzęt wraca świeży, naoliwiony i gotowy do jazdy.
  • Fantastyczna obsługa
  • CENA


WADY:
  • Tapicerka w środku brudzi się od przedniego koła
  • Jak już wjedzie między wieszaki w Reserved czy innym H&M to ciężko nim  manewrować, bo ciasno ale po Zarze można jeździć na luzie więc uznaję, że to minus sklepu a nie wada wózka


CZY TO JEST WÓZEK DLA CIEBIE?

Jeżeli jesteś aktywnym Rodzicem, biegasz lub planujesz biegać z Bobaskiem, lubisz spacery i długie wędrówki niezależnie od pogody odpowiedź brzmi TAK. Jeżeli poszukujesz wygodnego wózka do poruszania się po mieście - TAK. Jeśli mieszkasz na wsi - TAK. 




CZY DA SIĘ Z TYM BIEGAĆ?
Da się. O borze szumiący, tak bardzo da się, że aż mi się oczy szklą na samą myśl, że ta przygoda kiedyś się skończy… A wszystkie cenne rady i wskazówki ujmę w kolejnym poście.

wtorek, 20 lutego 2018

Co jeść? Poradnik dla opornych.

Jak zdrowo się odżywiać? 
Masz dwie możliwości:
Możesz iść do dietetyka. A jak nie możesz to żadna strata, bo nowocześni dietetycy oferują konsultacje lub kursy on-line i wcale nie za milion baniek.
Opcja druga: czytasz poniższy post. W tymże poście, wychodząc naprzeciw Waszym potrzebom postanowiłam zdradzić wiedzę tajemną, która posiadłam w ciągu wielu lat mojego życia w domu, na podwórku i na lekcjach biologii.  Ujmę ją w jednym, zgrabnym poście, bo jedzenie jest proste. Zdrowe jedzenie jeszcze prostsze.

It's not a fucking rocket science. OK?

Zasada naczelna brzmi: 

NIE JEDZ RZECZY, KTÓRYCH NAZW NIE ROZUMIESZ.

Taka marchewka na przykład, prosta sprawa, każdy widział. Ale azotyn sodu? Błagam. Ktoś widział na żywo? O proszę, jeden pan się zgłasza! Mówi, że widział, bo pracuje w fabryce wędlin - dodaje azotyn sodu do mięsa oddzielanego mechanicznie, miesza w betoniarce i robi z tego parówki. Albo E. WTF?! Gdzie to w ogóle rośnie? Syrop glukozowo - fruktozowy? Hmmmm....


Zasady zdrowego odżywiania powinny wyglądać tak:

1. Jedz warzywa
2. Jedz owoce
3. Jedz zboża
4. Jedz ryby
5. Jedz czasem mięso
6. Pij mleko
7. Jedz jajka
8. Pij wodę
9. Jak masz po tym pryszcze, wysypkę, pokrzywkę – nie jedz
10. Jeśli boli Cię po tym cokolwiek – nie jedz


To wszystko jedz w różnych postaciach. Jeśli nie jesteś pewien czy coś jest warzywem, mięsem czy rybą – wróć do zasady naczelnej. A jeśli masz w sobie ten szalony pierwiastek ryzykanta i uwielbiasz eksperymenty to wyguglaj sobie. Takie omułki albo duriana można zjeść i wcale nie musisz wiedzieć co to takiego.

 Cukier, sól  – używaj rozsądnie. Jak lubisz ciasto to zacznij biegać.


Mała ściąga dla opornych. To jest jedzenie

MIĘSO

OWOCE

RYBY

WARZYWA

ZBOŻA



To NIE JEST jedzenie:

AZOTYN SODU


piątek, 19 stycznia 2018

Jak umalować się na zawody?

Założę się, że połowa z Was zadaje sobie teraz pytanie "ale po co się malować na zawody?!" Spieszę z odpowiedzią:

A dlaczego nie?! 

Nie oszukuj się. O Twoim wyniku na 10km wszyscy zapomną już po dwóch dniach. Ba! Po miesiącu sama nie będziesz pewna czy to było 53'10 czy 52'40 ... A zdjęcia na których wybiegasz na metę z pięknym uśmiechem i rzęsami jak firany... Sama widzisz!
Na przykład mam przykład: 
Myślisz, że ktoś pamięta jaki miałam czas w 2013 roku, gdy wbiegłam na metę jako pierwszy żeński członek Solidarności i w nagrodę wygrałam zestaw kawowy Lubiany dla czterech osób? Taki śliczny, biały ze złotym paskiem?
Nikt! Nikt nie zakodował, że byłam pierwszym żeńskim członkiem, jaki był czas i jaki piękny ten zestaw z Lubiany. Przez tydzień natomiast dostawałam wiadomości komplementujące mój wygląd na ostatniej prostej. Rozumiesz już? 
Jeżeli jesteś facetem to efekt będzie jeszcze bardziej spektakularny a wbiegając na metę w makijażu masz szansę dostać się na główną stronę wszystkich skrajnie prawicowych fanpejdży. 



JAK UMALOWAĆ SIĘ NA MARATON?

Umaluj się jak chcesz!


Wersja pierwsza:
Podkreśl delikatnie brwi - Nałóż odrobinę cienia w kolorze o ton ciemniejszym od koloru twojej skóry na ruchomą część powieki. Nie musisz być mistrzem w blendowaniu puchatym pędzelkiem. Ta metoda wybacza błędy. Tym samym cieniem podkreśl dolną linię rzęs. Odrobina maskary i gotowe! Na usta nałóż ochronną pomadkę. Kolorów dostaniesz na trasie - wystarczy, że przyspieszysz. Dobra rada Matki Karmiącej - maść na pogryzione suty 100% lanoliny to najlepsza pomadka ochronna na świecie. Doskonale też zabezpiecza poliki przed mrozem. Taka dygresja. 




Nie jesteś fanką naturalności? Mówisz masz – wersja druga. Nałóż podkład i korektor.


Dodaj cień w ulubionym kolorze. Dobra rada: jeżeli chcesz nałożyć kolorowy cień to użyj bazy. Ja używam Urban Decay. Tak ją kocham, że codziennie ją całuję. Cienie dzięki niej zostają tam, gdzie je nałożysz i nie rolują się na powiekach. 


Dodaj odrobinę bronzera i rozświetlacza tu i tam.




Mało? Więcej cienia! Teraz czas na blendowanie! Dodaj czarny eyeliner! Rozetrzyj cienką linię by zagęścić rzęsy albo zrób kocie oko dla większego dramatyzmu! Róż na policzki. A nosiłaś kiedyś sztuczne rzęsy? Nie?! To na co czekasz? Ja nie miałam akurat pod ręką ale polecam. 






Szminka? Czemu nie! Bo kto Ci zabroni? No dobra, szminka się nie sprawdzi jeśli plujesz w czasie biegu. Chyba, że umiesz tak pluć, by nie musieć wycierać rękawem twarzy. 




KILKA DOBRYCH RAD:
  • Jeżeli martwi Cię to, że makijaż zapcha Ci pory i spowoduje wysyp zaskórników, co w rezultacie sprawi, iż z wyglądu przypominać zaczniesz plaster salami to pamiętaj, by używać sprawdzonych produktów i ZAWSZE zmywaj make-up po biegu! Używałaś tych śmiesznych myjek do demakijażu z mikrofibry? Polecam!
  • By mieć pewność, że makijaż pozostanie tam, gdzie go nałożyłaś używaj wodoodpornych kosmetyków. Nie będę Cię jednak oszukiwała - i tak się rozmaże. 
  • Jeśli Twoja cera szybko się przetłuszcza do utrwalenia podkładu użyj pudru i nałóż go za pomocą puszka – da trwalszy efekt niż puder nakładany pędzlem
  • Hejterów miej głęboko w okrężnicy
  • Baw się dobrze! To TYLKO makijaż! Ma sprawiać radość! 


    I pamiętaj:
    Najpiękniejsza jesteś z rana i po treningu. A z rana po treningu to już w ogóle. Jeśli ktoś uważa, że jest inaczej nie jest godzien, by Cię oglądać. 



    Aby wykonać taki makijaż potrzebujesz zaledwie 13 produktów. 😂  Większość mam STĄD a resztę z własnej torebki. 



    • Konturówka do brwi w żelu Inglot, nr 18
    • Maskara Wonder'fully Real Rimmel
    • Podkład Lasting Finish 25hr Breathable Rimmel + korektor z tej samej serii
    • Puder Insta fix&matte Rimmel
    • Insta Duo contour stick Rimmel
    • Wodoodporny cień Perfect Stay Astor, kolor 820 Luminous Rose
    • Baza pod cienie Urban Decay Primer Potion w kolorze Eden
    • Cienie z paletki Naked firmy Urban Decay w kolorach: Buck, Smog, Sin, Darkhorse, Creep
    • Róż Rimmel w kolorze 150 Live Pink
    • Paletka rozświetlaczy Rimmel w serii Kate Moss
    • Eyeliner w płynie Bourjois 
    • Szminka Rouge Laque w kolorze 06 także Bourjois
    • No i zestaw pędzli polskiej firmy Donegal. O taki. 

środa, 20 grudnia 2017

Jak brzmi "baby blues"?

"Baby blues"? Brzmi mniej więcej tak:


Patrzysz na bobaska i czujesz jak wypełnia Cię po czubek głowy smutek i lęk. Wlewa się w Ciebie tak intensywnie, że łzy same napływają do oczu. Nie wiesz czy się nim dobrze zajmujesz. Bo niby skąd? Płacze. Dlaczego on do diabła płacze? Ojciec dziecka jeszcze się nie ocknął z poporodowego szoku, bo nie dostrzega żadnych zmian w Waszym życiu. Wolałabyś zostać sama. Ale jak sama? No jak? Przecież czujesz się w tym wszystkim potwornie samotna i wcale Ci to nie odpowiada. 
Irytacja. Złość. 
Jak to, co robiłam cały dzień? Gówno robiłam! Leżałam cycami do góry i pachniałam!
Przytłaczające.
Jakbyś miała dolce na koncie już dawno byłabyś w Meksyku. Tfu. Nie myśl tak nawet. Zła matka, zła. Bezużyteczna. Chata przypomina pobojowisko. Wszystko Twoja wina. Nie ogarniasz. Jak to możliwe, że inne kobiety ogarniają?
Zmęczona jesteś? Wielka mi rzecz, to się wyśpij! Dziecko przecież śpi, to dlaczego Ty nie śpisz?
Padasz na pysk, wszystko wypada Ci z rąk, podpalasz niechcący kuchnię. Zapominasz pin do karty. I tak Ci nie jest potrzebny – przez najbliższe pół roku nie wyjdziesz z domu. Koniec życia.
Jesteś głodna. Co byś zjadła? Nie wiesz. Nie umiesz podjąć nawet tak prostej decyzji. Na szczęście nie musisz się zastanawiać w co się ubrać – dresy masz dwa, zazwyczaj jeden leży w praniu.
I to wszechogarniające poczucie winy i bezsilności.



Dlaczego ja Cię sprowadziłam na ten straszny świat bobasku?


Co na to psycholodzy?

"Baby blues" to faza labilności emocjonalnej pojawiająca się po porodzie. Dotyka od 40 do 85% kobiet. Częściej w krajach rozwiniętych, z uwagi na brak silnych rodzinnych więzów, brak wielopokoleniowych rodzin i wsparcia.
Rozwija się w ciągu pierwszych dni po porodzie osiągając kulminacje około 3-5 dnia. Trwa 10 dni, czasem dwa tygodnie. GENERALNIE nie zakłóca funkcjonowania kobiety. Nie wymaga interwencji tylko wsparcia najbliższych. Przechodzi. 

Dlaczego o tym piszę?

U jednej kobiety na 7 "baby blues" eskaluje przyjmując formę  pełnoobjawowej depresji. Depresja nie przechodzi.

Więc jeżeli dostrzegasz u siebie następujące symptomy powiedz o nich lekarzowi;

  • zmiany apetytu – jedzenie mniej lub więcej
  • pobudzenie, ataki paniki, lęk
  • przerażające myśli, mogą dotyczyć np chęci skrzywdzenia dziecka
  • poczucie bycia bezużyteczną
  • poczucie winy
  • huśtawki nastrojów, złość, podirytowanie
  • smutek, niekontrolowany płacz
  • poczucie bycia zła matką
  • samotność
  • bezsenność
  • brak zainteresowania dzieckiem,
  • trudności z zapamiętywaniem, koncentracją, podejmowaniem decyzji
  • poczucie przytłoczenia
  • zmęczenie
  • utrata chęci do robienia ręczy, które kiedyś sprawiały radość

Zanim zacznę serwować złote rady ustalmy jedno - DZIECI PŁACZĄ. Serio. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie. Dzieci płaczą, bo tak się z nami komunikują. Twój bobas krzyczy nie dlatego, że stwierdził, że mu się nie podobasz. Nie dlatego, że uważa Ciebie za najgorszą Matkę na świecie i wolałby inną – ładniejszą, szczuplejszą i bardziej życiowo ogarniętą. Wręcz przeciwnie – JESTEŚ najlepsza i najbardziej potrzebna i właśnie dlatego Twój mały, ślepy dzidziuś tak bardzo wrzeszczy.


JAK SOBIE POMÓC? 


1. Znaj objawy.

Bądź świadoma tego, co się z Tobą dzieje. Pamiętaj, że stan ten minie. Pamiętaj, że to hormony i że nie ponosisz za to odpowiedzialności. Rób wszystko, by mieć dystans – wiedza i świadomość pozwala go zachować. Znajdź swój sposób na symptomy. 

2. Odżywiaj się zdrowo

Jeśli karmisz piersią zadbaj o dobre jedzenie. Poproś bliskich, by gotowali dla Ciebie. Poproś przyjaciółki, aby przyniosły coś pysznego. Nie potrzebujesz gości z worami prezentów dla dziecka. Potrzebujesz kolorowej kanapki i talerza ciepłej zupy. Zaufaj mi.


3. Karm piersią, jeśli możesz

To najlepsza rzecz jaką możesz dać dziecku. Prolaktyna okiełzna dopaminę i wprowadzi blogi spokój. 

4. Więcej snu – mniej stresu

Nie śpisz od kilku miesięcy – brzuch, zgaga, nocne skurcze, pamiętasz? Pozwól sobie odpłynąć, gdy zasypia dziecko. Nie nadrabiaj obowiązków domowych, gdy tylko maluch zamknie oczęta. Jeśli nie potrafisz zasnąć – leż z zamkniętymi oczami. 

5. Ruszaj się!

Chodź na spacery z dzieckiem. Zagryź zęby i zasuwaj. Nie jest łatwo, ja to wiem. Dzidziuś może nie lubić czapeczki, śpiworka, wózeczka, hałasu, pogody i życia w ogóle. Może chcieć wrzeszczeć wniebogłosy przez pierwsze 100 metrów i ostatni kilometr. Mimo wszystko - wyjdź z domu. Wyjdź na zakupy nawet jeśli to oznacza 15-minutowe szaleństwo w Biedronce między jednym karmieniem a drugim. Wróć do sportu, gdy tylko pozwoli Ci na to lekarz. Trenując skup się na regularności - na wyniki przyjdzie jeszcze czas. 



6. Zadbaj o siebie. Zafunduj sobie domowe spa.

Weź prysznic rano. Serio. Wiem, że zdarza Ci się ominąć ten punkt. 

Gdy goście zapytają czego potrzebujesz poproś o pięknie pachnące kosmetyki dla siebie zamiast kolejnego bodziaka z Pepco.
Poproś kogoś, by przygotował Ci kąpiel z pianą gdy karmisz – nakarmiony bobas lubi pospać co oznacza, że będziesz miała chwilę dla siebie.
Wyleguj się w wannie do granic przyzwoitości. Zapal świeczkę. 

Zrób makijaż. Nawet jeśli nikt Cię w nim nie zobaczy bo: 
a) wszyscy zapomnieli o Twoim istnieniu, b) twoje dziecko jest ślepe jak kret



7. Zadbaj o to, co dookoła ciebie

Wywietrz mieszkanie, ogarnij chaos. Otocz się ulubionymi zapachami. Bądź dumna z tego co robisz na co dzień, nawet jeśli szczytem Twoich dokonań jest zaprojektowanie kompozycji poduszek na sofie i wstawienie prania. 




8. Mów!

Nie walcz sama – powiedz o swoich objawach lekarzowi, znajdź psychologa. Mów otwarcie o swoich uczuciach osobom, które naprawdę Cię zrozumieją i nie poddadzą ocenie. Jednocześnie pamiętaj, że dla bliskich to może być zbyt wiele. Nie oczekuj, że zrozumieją – twój partner może być tak samo zagubiony jak Ty. Szukaj wsparcia u innych matek – pytaj, rozmawiaj, opowiadaj co czujesz.


9. Poproś kogoś, by pomógł zająć Ci się domem i dzieckiem

Wiesz na czym polega delegowanie zadań? Ogranicz sobie liczbę obowiązków. Podziel je uczciwie pomiędzy domowników. Jeśli nie musisz czegoś robić – nie rób tego. Hormony sprawiają, że wszystko chcesz robić sama - to daje złudne poczucie kontroli i ma wysoką cenę. Co umie zrobić każdy facet? Wszystko to, co Ty! Nie ma cyca, to fakt, więc gdy błogo oddawać się będziesz karmieniu ssaka niech on nakarmi Ciebie i resztę rodziny. Niech ogarnie mieszkanie i zrobi zakupy. Przewinie dziecko, poda Ci je w nocy, ukołysze do snu. 

10. Zadbaj o dziecko

Kochaj, tul, śpiewaj, czytaj, głaszcz, kąp, przewijaj.
Ubieraj pięknie. Rób zdjęcia. Czesz łysą głowę. Powąchaj. Patrz jak śpi. Pisz pamiętnik by miało wspomnienia. I ciesz się każdą chwilą, bo już niedługo zaczną się...

 KOLKI.


Taaaa.... Wpakowałaś się na całe życie.

środa, 25 października 2017

Jak bieganie pomogło mi w połogu.

Jeśli wydałaś na świat swoje pierwsze potomstwo to wiesz już dlaczego w Internecie na Twoje dziecko mówią "Gówniak".
Twoje dziecko je, robi kupę, zasypia. Przebierasz je więc się rozbudza - musisz je nakarmić. Zasypia, robi kupę. Więc je przebierasz, rozbudza się, znowu kwęka więc je karmisz i już w czasie karmienia słyszysz te piardy. Znowu jajecznica w pieluszce. Słodko. I tak 15 razy dziennie. Byłoby 30 ale postanawiasz zostawić je z kupą chociaż na godzinkę żeby jednak pospało.
Ale dzisiaj nie o tym.



Dzisiaj o tym jak MOIM ZDANIEM bieganie w ciąży pomogło mi w POŁOGU. 
 



Połóg to nic innego jak powrót do stanu sprzed ciąży. Teoretycznie trwa 6 tygodni ale to wymysł NFZ byś uwierzyła, że po tym czasie powinnaś być sprawna i pełna sił do pracy. W praktyce? Daj sobie czas. W czasie tych umownych 6 tygodni Twój układ hormonalny, macica, pochwa, skóra, mięśnie, stawy i układ krążenia muszą wrócić do normy. No i wypadną Ci włosy, które tak bujnie urosły przez 9 miesięcy ciąży. Smuteczek. A jak ma się do tego bieganie?

  1. Bieganie nauczyło mnie cierpliwości. Potrafię zadbać o regeneracje. Połóg jest jak kontuzja – tak jak nie porywałam się na maraton ze złamaną noga tak też po porodzie skupiłam się na powrocie do formy. Dokładnie tak jak podczas rehabilitacji. 
     
  2. Bieganie dało mi odporność na ból. Heh, prawie mi dziecko wypadło. Dwa dni myślałam, że to skurcze przepowiadające. No nie. To były SKURCZE właściwe. Skurcze przepowiadające nie pojawiają się co 8 minut przez dwie minuty. 
     
  3. Bieganie prawiło, że akceptuję swoje ciało. Spocone jak po treningu w upalny dzień, czasem śmierdzące, tryskające mlekiem, bez makijażu, w dresie. Luz. Poważnie. 
     
  4. Bieganie dało mi większą świadomość mojego ciała. Jeśli nauczyło mnie zlokalizować ból trzeszczki, napięte troczki lub żwacze, odróżnić napięty krętarz od pośladkowego średniego to uwierz mi, lokalizacja całej reszty okazuje się dziecinnie prosta.
     
  5. Bieganie pozwala podchodzić do wielu spraw zadaniowo. Połóg to plan treningowy do wykonania. 
     
  6. Bieganie nauczyło mnie wyluzować, gdy coś nie idzie zgodnie z "planem". 
     
  7. Bieganie sprawiło, że wiem, że gdzieś tam jest meta tego codziennego maratonu. Bezsenność nie trwa wiecznie. Ból cycków minie. Miną skurcze macicy. 
     
  8. Bieganie sprawiło, że nie musiałam wracać do formy – jestem w formie.W formie adekwatnej do sytuacji. Mogę skupić się na Córce, bo nie muszę skupiać się na sobie. Czy pocisnęłabym teraz maraton sub 3:00:00? Nie. Pewnie nie pobiegłabym nawet dyszki poniżej 50 minut. Mimo to jestem w życiowej formie. 

I wcale nie mam tak, że patrzę na moje cudowne, wiecznie głodne i obsrane dziecko i myślę sobie "Ojoj! Miodzio! Mój bąbelek! Jak warto było cierpieć dla takiego bobaska!" Bo bieganie mnie nauczyło, że to wszystko to żadne cierpienie. Ból, dyskomfort, obniżony nastrój to fizjologiczne stany, które mijają i jest mnóstwo sposobów, by połogowe szaleństwo okiełznać! 

CZAS – daj sobie czas. Co robisz po maratonie? Leżysz z nogami do góry i z rozrzewnieniem patrzysz na medal. Szukasz siebie na zdjęciach z biegu. Leczysz pęcherze i kamuflujesz czarne paznokcie. Koktajl hormonów po porodzie zamieni Cię w superrobota z turbocycem. Odkryjesz, że można nie spać długie tygodnie i nadal tryskać szczęściem. Posłuchaj jednak wszystkich dookoła - odpocznij. 

KARM PIERSIĄ – jeśli możesz i chcesz. Karmienie wyzwala oksytocynę. Oksy kurczy macicę. Skurczona macica – płaski brzuch i szybszy powrót do formy. Jeśli myślisz, że nie możesz to zgłoś się do poradni laktacyjnej albo zerknij na blog HAFIJA. Jeśli jednak nie chcesz – nie karm i nikomu się z tego nie tłumacz.  Nie ma nic gorszego niż karmienie w złości, wbrew sobie, na przekór temu co czujesz.

ODRZUĆ WSTYD - jeżeli pojawiły się powikłania poszukaj pomocy fizjoterapeuty i nie wstydź się! Nie jesteś skazana na na nietrzymanie moczu czy dyskomfort w czasie seksu. Dobry fizjoterapeuta specjalizujący się w leczeniu dna miednicy zdziała cuda.

MÓW O TYM CO CZUJESZ – nie zgrywaj bohaterki. O ile dwudniowy "baby blues" mieści się w granicach normy o tyle depresja poporodowa normą nie jest. Nie jest normą poczucie bezsilności, nieszczęścia i emocje, które podpowiadają "wypłać dolce z konta i uciekaj do Meksyku". Szukaj pomocy w partnerze, przyjaciółkach, rodzinie. Jeśli nie masz wsparcia – zgłoś się do psychologa. Jeśli nie masz pieniędzy na prywatną wizytę – napisz do mnie. Jestem psychologiem. Wiem co mówię. 

 
SZUKAJ POZYTYWÓW. WSZĘDZIE.

Ja robię tak – dziecko się zesrało po raz 48? 
Cudownie!!! To znaczy, że się najada. 




 

piątek, 20 października 2017

Z życia prawdziwej biegaczki - czarne paznokcie.

O stopach biegaczek już pisałam w poście o tym "Jak bieganie zmieni Twoje życie". Nauczyłam Was też jak naprawiać pęcherze.

Dzisiaj nadszedł czas, by napisać o tym jak naprawiać czarne paznokcie u stóp.

Jeśli chcesz uratować czarne, podbiegające krwią paznokcie u stóp pomaluj je na czarno

 
Dziękuję wszystko na ten temat :D


No dobra, nie będę taka.
Każdy, kto poczuł smak łez na policzkach na widok odpadającego wraz z płytką pedikjura hybrydowego na bank zrozumie: na widok pierwszego czarnego paznokcia smutek i bezdenna rozpacz miesza się z poczuciem dumy. Chce się człowiek chwalić, bo dołączył do grona prawdziwych biegaczy, ale trochę się wstydzi, bo temat jest z lekka obrzydliwy i odstrasza nawet fetyszystów stóp. Chociaż zapewne nie wszystkich. Nie wierzysz? Proszę bardzo tylko odłóż kanapkę:

 
źródło: https://www.runnersworld.com/sites/runnersworld.com/files/styles/listicle_slide_custom_user_phone_1x/public/martini_at.jpg?itok=TsFSnbJq

znalezione tu: https://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwjj36DA5v7WAhVRYlAKHR-kAzUQjRwIBw&url=https%3A%2F%2Fjacquelinewindh.com%2F2010%2F01%2F13%2Fultramarathoner-foot-care-first-aid-part-2%2F&psig=AOvVaw162Ac5p0qYaKEpAor1smJh&ust=1508575025130620

Żeby zapobiec urazom paznokci warto wiedzieć gdzie tkwi ich źródło. Z doświadczenia wiem, że najczęściej jest to:
  • źle dopasowane obuwie,
  • zbyt długie paznokcie,
  • budowa anatomiczna stóp 
  • nieprawidłowa technika biegu.
Albo wszystko na raz.


Buty można dopasować, paznokcie obciąć krótko. Na stopy wpływu nie masz. Czy polecam wymuszanie innej techniki biegu na własna rękę? Niekoniecznie. Jeśli już chcesz to zrobić zapisz się za zajęcia grupy biegowej i popracuj nad tym pod okiem trenera.


Z serii mądrych, nie zawsze działających rad mam takie:

  • paznokcie obcinaj krótko
  • regularnie rób pedi w domu lub skorzystaj z usług podologa (podolog może skorygować płytkę lub uzupełnić zerwany pazur!)
  • kup odpowiedni model butów w odpowiednim rozmiarze. Są buty, które będą Ci zrywały paznokcie i już. Zwróć uwagę nie tylko na długość (but powinien być co najmniej rozmiar większy) ale na szerokość, ilość miejsca i to czy but trzyma dobrze piętę. Stopa w czasie biegu zwiększa swój rozmiar, w czasie zbiegów przesuwa się do przodu a paznokcie uderzają o przód buta. Jeśli but jest wystarczająco duży, ale nie trzyma pięty pazury schodziły będą.   I pamiętaj o skarpetkach - szew w nieodpowiednim  miejscu i po zawodach.
  • Jeżeli odkryjesz pod paznokciem krwisty pęcherz najlepiej przebić go sterylną igłą. Zaufaj mi. Zrób to. Poczujesz ulgę, ból zniknie. Paznokieć pewnie i tak zejdzie ale oszczędzisz sobie cierpienia.
  • Jeśli po kilku dniach zauważysz, że paznokieć się "jakby trochę odrywa" – zostaw go w spokoju, oklej plastrem, obcinaj jak zwykle.
  • Jeśli jest awaria i czujesz, że to nie byle jakie "AŁA" załatw to u CHIRURGA
  • słyszałam o sposobie polegającym na polerowaniu płytki na kilka tygodni przed zawodami. Polerowana regularnie zrobi się miękka i nie odpadnie. Osobiście nie próbowałam więc nie wezmę za tę metodę odpowiedzialności.
Jeśli wszystko zawiedzie pozostanie kamuflaż. Wybierając lakier zwróć uwagę na kolor i jego konsystencję. Najlepiej kryją lakiery gęste i kremowe w ciemnych kolorach. Uwielbiam Rimmel i Sally Hansen. Z wyższej cenowo półki wybieram O.P.I. W odcieniach krwi, siniaków, gnijącego mięsa, ciemnych granatów, zieleni i czerni. Nude i frenczyk odpadają. 

Gdybym miała opisać mój pedikjurowy "must-have" to lista wyglądałaby tak:


  • dobry peeling
  • pumeks/tarka
  • drewniane patyczki
  • preparat do usuwania skórek Sally Hansen Instant Cuticle Remover
  • pilniczek
  • baza pod lakier
  • lakier
  • top coat

Wszystko kupuję przez Internet na www.drogeriaestrella.pl
Są mili, profesjonalni, towar wysyłają ekspresowo i wysępiłam dla Was PREZENTY!
 
A Ty? Masz jakieś ulubione lakiery? Daj znać!