Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 lutego 2018

Co jeść? Poradnik dla opornych.

Jak zdrowo się odżywiać? 
Masz dwie możliwości:
Możesz iść do dietetyka. A jak nie możesz to żadna strata, bo nowocześni dietetycy oferują konsultacje lub kursy on-line i wcale nie za milion baniek.
Opcja druga: czytasz poniższy post. W tymże poście, wychodząc naprzeciw Waszym potrzebom postanowiłam zdradzić wiedzę tajemną, która posiadłam w ciągu wielu lat mojego życia w domu, na podwórku i na lekcjach biologii.  Ujmę ją w jednym, zgrabnym poście, bo jedzenie jest proste. Zdrowe jedzenie jeszcze prostsze.

It's not a fucking rocket science. OK?

Zasada naczelna brzmi: 

NIE JEDZ RZECZY, KTÓRYCH NAZW NIE ROZUMIESZ.

Taka marchewka na przykład, prosta sprawa, każdy widział. Ale azotyn sodu? Błagam. Ktoś widział na żywo? O proszę, jeden pan się zgłasza! Mówi, że widział, bo pracuje w fabryce wędlin - dodaje azotyn sodu do mięsa oddzielanego mechanicznie, miesza w betoniarce i robi z tego parówki. Albo E. WTF?! Gdzie to w ogóle rośnie? Syrop glukozowo - fruktozowy? Hmmmm....


Zasady zdrowego odżywiania powinny wyglądać tak:

1. Jedz warzywa
2. Jedz owoce
3. Jedz zboża
4. Jedz ryby
5. Jedz czasem mięso
6. Pij mleko
7. Jedz jajka
8. Pij wodę
9. Jak masz po tym pryszcze, wysypkę, pokrzywkę – nie jedz
10. Jeśli boli Cię po tym cokolwiek – nie jedz


To wszystko jedz w różnych postaciach. Jeśli nie jesteś pewien czy coś jest warzywem, mięsem czy rybą – wróć do zasady naczelnej. A jeśli masz w sobie ten szalony pierwiastek ryzykanta i uwielbiasz eksperymenty to wyguglaj sobie. Takie omułki albo duriana można zjeść i wcale nie musisz wiedzieć co to takiego.

 Cukier, sól  – używaj rozsądnie. Jak lubisz ciasto to zacznij biegać.


Mała ściąga dla opornych. To jest jedzenie

MIĘSO

OWOCE

RYBY

WARZYWA

ZBOŻA



To NIE JEST jedzenie:

AZOTYN SODU


czwartek, 30 czerwca 2016

O ciele

Jeśli jesteś dziewczyną na bank masz TO zdjęcie. Stoisz w sukience Mamy i w jej za dużych szpilkach. Makijaż wykonałaś samodzielnie, a na twarzy masz najpiękniejszy uśmiech, choć dam sobie rękę uciąć, że prawdopodobnie brakuje ci połowy górnej klawiatury. Pozujesz do zdjęcia najładniej jak potrafisz, bo przecież jesteś najpiękniejszą dziewczynką na tej ziemi. Pamiętasz co wtedy myślałaś? No co?

Że tak właśnie wyglądają księżniczki!


Co takiego stało się później, że zaczęłaś myśleć o sobie jak o kupie gówna?

Kadr z filmu "Little Miss Sunshine"


Dlaczego zaczęłaś się mierzyć?
Ważyć?
Porównywać z innymi?
Głodzić?
Zastanawiać czy twój tyłek wygląda dobrze w tych jeansach?
Ile miałaś lat? 13? 12? A może 10?
Skąd dowiedziałaś się, że 60 kilogramów to dużo?
Kiedy wykiełkowała świadomość, że Twoje ciało jest ZŁE?

Masz przechlapane, bo jesteś kobietą. Twoje ciało zawsze będzie dla Ciebie złe. Za małe. Za duże. Za chude. Za grube. Wałek. Brak wałka. Brak tyłka. Za duży tyłek. Brak cycków. Za duże cycki. Za mało włosów. Za dużo włosów. Generalnie włosy wszędzie, tylko nie tam, gdzie trzeba. Nogi za krótkie. Cellulit. Rozstępy.

Jak to możliwe, że twierdzisz, że nigdy nie zrozumiesz matematyki a w pamięci, bez kalkulatora liczysz kalorie i BMI?


Cokolwiek złego myślisz o sobie – PRZESTAŃ NATYCHMIAST


niedziela, 5 października 2014

DIY - zupa rybna

Na wstępie ustalmy jedno – do bycia masterchefem nie pretenduję, ale mimo to, są osoby gotowe płacić mi słono bylebym tylko łaskawie stanęła przy garach. W kuchni przebywać lubię do momentu, gdy po konsumpcji trzeba zająć miejsce  przy zlewie. Wtedy zamykam oczy i udaję, że mnie nie ma albo uciekam na trening.

Dzisiaj zupa rybna z owocami morza. Jeżeli na dźwięk tych słów pojawił Wam się przed oczami wyciąg z konta to pocieszę – szału może nie ma, ale źle też nie jest. Zupa kosztuje na pewno 10 razy mniej więcej niż zacny melanż w Sopocie. Większość zakupów zrobisz w sklepie na literę "B"

Potrzebujesz:

  • 2 x filet z łososia
  • opakowanie mieszanki owoców morza
  • opakowanie krewetek tygrysich
  • 2 x krojone pomidory w puszce
  • mrożoną włoszczyznę pokrojoną w paski
  • bulion warzywny w kostkach


Plan działania:

Usuń skórę z łososia a z krewetek ogony i jelita. Potem jest tylko łatwiej - do 1,5 litra gotującej się wody wrzucasz rybę i owoce morza, idziesz sprawdzić co ciekawego dzieje się na fejsie i co ugotowała Kasia Tusk. Wracasz ,  dorzucasz do tego mrożoną włoszczyznę i znowu idziesz sprawdzić czy Internet nadal tam jest w tym komputerze. Gdy masz wrażenie, że łosoś się ugotował dodajesz pomidory w puszce. Gotujesz jeszcze tylko chwilę - 5 minutek i gotowe. Przyprawy wedle gustu – sól, pieprz i koperek.
Dla ortodoksów wersja pro: zamiast mrożenej włoszczyzny dodaj własnoręcznie posiekaną, a bulion warzywny w kostkach zastąp autorską kompozycja przypraw.



Bon Appetit! 



sobota, 22 lutego 2014

ZIMNAR czylli ZImowy Maraton Na RAty

Gdy po Balu Walentynkowym, w czasie śniadania, obcy ludzie witają mnie pytaniem "Oooo, hej, biegałaś już dzisiaj?" może to oznaczać dwie rzeczy:

a) wyglądam na biegaczkę
b) wyglądam na osobę, która powinna pobiegać

Biorąc pod uwagę okoliczności, ilość spożytego uprzedniej nocy ciasta, pieczeni, ciasta, tortów, strogonowa, pieczeni, ciasta i ciasta oraz kontuzję, która zaznaczyła się trwałym smutnym grymasem na mojej twarzy wywnioskowałam, że wyglądam na biegaczkę, która powinna pobiegać.
Wyjeżdżając do Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu nie spodziewałam się, ze wezmę udział w Zimowym Maratonie na Raty więc moja radość z udziału w tym biegu jest o tyle większa, że: 

Dostałam medal w kształcie bałwanka....


....wręczył mi go sam pułkownik Kukuła, dowódca Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu



.....a trasę 7 km pokonałam w 00:31:39 i udało się to zrobić bez oddania po drodze jajecznicy, którą niefrasobliwie zjadłam na śniadanie. 




Może i nie wyglądam jak antylopa, ale po 6 dniach biegowej abstynencji czułam jakbym dostała skrzydeł. Moja stopa nie jest mi za to wdzięczna, ale zafunduję jej masaż i mobilizację. 

O Wojskowym Kubie Biegacza "Meta" możecie przeczytać tu <KLIK>. 
Bieg Katorżnika, Maraton Komandosa... Ja nie klikam.  Nawet, gdy czytam o bieganiu to wyobraźnia pracuje tak, że grzeją mi się styki -  lepiej pójdę ugniatać stopą gumową piłeczkę.

poniedziałek, 10 lutego 2014

DIY - krewetki w pomidorach z serem feta

Są takie dni kiedy nie jem na obiad łososia z groszkiem ponieważ jem krewetki tygrysie. Krewetki pochodzą z Biedry lub z Tesco i mają mnóstwo zalet – dużo białka i mało węglowodanów, co oznacza, że na deser można bez wyrzutów sumienia zjeść opakowanie Haagen Dazs albo Ben&Jerry's. I zagryźć opakowaniem Beef Jerky. A potem znowu coś słodkiego.


Potrzebujesz:
  • 3 łyżki oliwy
  • drobno posiekana cebula - raczej duża
  • puszka krojonych pomidorów
  • szczypta cukru, sól, pieprz
  • 2 paczki krewetek tygrysich
  • 100 gramów sera feta
  • natka pietruszki lub bazylia
  • ryż jaśminowy


A teraz plan działania:

  1. Krewetki przepłucz ciepłą wodą i odstaw by się rozmroziły – potem usuniesz im ogonki i jeśli znajdziesz takie czarne niteczki na stronie grzbietowej to też radzę je usunąć za pomocą nożyka. To są jelita krewetki i nie chcesz ich zjeść.
  2. Podsmaż cebulkę na patelni na małym ogniu
  3. Dodaj pomidory w puszce i odrobinę cukru
  4. Dodaj krewetki, przypraw według upodobania
  5. Gotuj wszystko tak długo, aż aż będzie ugotowane


Voila! Serwuj z ryżem jaśminowym, serem feta. Posyp pietruszką. Następnie zjedz lody. I kabanosa. A potem znowu coś słodkiego.

Policzyłam, że jedna porcja ma około 200 kcal.

czwartek, 30 stycznia 2014

DIY - łosoś z puree z zielonego groszku

Są takie potrawy, które mogłabym jeść codziennie. Na przykład ptasie mleczko. Albo czekoladę. Mam nawet taka fantazję, że jestem na wycieczce w fabryce Wedla i odkrywam, że naukowcy wyprodukowali delicje, które mają ujemne kalorie. Albo lody Haagen Dazs Macademia Nut Brittle – gdyby były w wersji dożylnej to już teraz zamówiłabym w sklepie medycznym taki stojak na kroplówkę z kółkami. Niestety to tylko fantazje, wiec wrócę teraz na ziemię.
W moim domu jadamy zdrowo, ale dzisiaj mój konkubent przeszedł samego siebie, gdy zapytany "Co zrobić na obiad" odpowiedział "Łososia z puree z zielonego groszku". Miał przy tym dziki wzrok. Spoko, lubię rybę  i groszek tylko dlaczego 3 raz w tym tygodniu?!
Nie wiem czego dosypują do łososia z Biedry, ale jedno jest pewne – mi też potwornie smakuje więc dzisiaj przepis.


Potrzebujesz:
  • opakowanie zielonego, mrożonego groszku
  • filet z łososia
  • ryż
  • odrobinę masła i trochę mleka


Teraz plan działania:

  1. Ugotuj groszek w niewielkiej ilości lekko osolonej wody. Odcedź, dodaj masło i  mleko i przetrzyj lub zblenduj na gładką masę.
  2. Łososia przypraw według własnego upodobania (sól czosnkowa, mmmhhhhhmmmm) i wrzuć na patelnię grillową. Jak nie masz patelni to idź do sklepu z patelniami i kup ponieważ jest to podstawa zdrowej kuchni.
  3. Serwuj z ryżem.


Powinno wyglądać tak:



Bardzo proste, "czyste" danie po którym pięknie błyszczy się futerko i się nie przytyje. Bon apetit!

wtorek, 14 stycznia 2014

Co i jak jeść aby nie schudnąć nawet kilograma.

Zacznijmy od tego, że gdybym była specjalistką od odchudzania to jako biegaczka nie ważyłabym 60 kilogramów przy wzroście 168 cm. Mało tego! Pamiętacie grudzień? Przebiegłam 352 kilometry. Starałam się jeść zdrowo. Ile schudłam? PÓŁ KILOGRAMA. Następnego dnia było już pól kilograma na plusie. Bitch please.
Lubię dobrze zjeść, lubię gotować i nie lubię sobie odmawiać. Jadam tyle, co 112-kilogramowy rugbista. Sprawdziłam. I tylko dlatego, ze biegam mój tyłek nie spowodował jeszcze zaćmienia słońca (wiem, powtarzam się z metaforami)

Lubię pisać prosto i zwięźle więc poniżej ulubione dania.

Śniadanko:
Jak jestem niegrzeczna to wychodzę bez śniadania i zawsze tego żałuję. Stąd też pomysł na "rzygowinę" czyli płatki owsiane pod każda postacią – z bananem, żurawiną, orzechami. Na mleku, wodzie i w postaci omleta z jajkiem. Wstajesz rano, płatki do gara i po kwadransie masz bazę dobrego śniadania. W niedzielę jajecznica. Uwielbiam wszystkie owoce! Do tego półlitrowe latte z mlekiem migdałowym – bez kawy nie przypominam człowieka. 




Ulubione drugie śniadania:
Wszystko, co zrobi mi pani Hania w szkolnym bufecie czyli KANAPKI. Jeżeli mam wenę to zabiorę z domu serek wiejski. W pracy dokarmiają mnie uczniowie – kucharze. Ciasta, pizza, zapiekanki. Nie chcę im robić przykrości więc jem wszystko, co przyniosą. 



Obiadki:
Łosoś na miliard sposobów, krewetki, wołowina, indyk, tuńczyk. Wszystko z ryżem lub makaronem i warzywami. Obowiązuje zasada – szybko, prosto i bez nadmiaru soli. Brokuły, szpinak, sałaty – musi być kolorowo! Kocham zupy - kremy i sprzedam konkubenta za sushi.


Kolacje:
Zazwyczaj w porze kolacji jestem po bieganiu więc uzupełniam węglowodany aż zasnę – owoce, kanapeczki, coś słodkiego...i jeszcze raz coś słodkiego.

Przekąski:
Kabanosy, sery, owoce, słodycze (omomomom) Kawa na mieście, ciasteczko, lody.

POZA TYM..
  1. Bardzo dużo piję – minimum 3 litry wody, wody z izotonikiem, herbaty. Nie lubię słodkich napojów i soków. Nigdy nie piłam Lipton Ice Tea ani Mountain Dew.
  2. Nie doprowadzam do sytuacji, gdy jestem głodna – to zagraża mojemu zdrowiu i życiu innych. W związku z tym jem 4 – 5 razy dziennie.
  3. Opakowanie wedlowskiego ptasiego mleczka to JEDNA porcja. Podobnie jak opakowanie delicji.
  4. Nie dzielę się żelkami Haribo – to też jedna porcja, a właściwie pół.
  5. Jak czegoś nie lubię to nie zjem. Czego nie lubię? Wątróbki, flaków, wędlin nie przypominających mięsa, gazowanych/słodzonych napojów, MacDonalds, KFC, tłustych potraw, podrobów, klasyków w stylu "dewolaj i frytki", imieninowej sałatki z majonezem, chińskich zupek i tych obleśnych drożdżówek, co przypominają pizze. Fuj! I czipsów nie lubię.
  6. Mogłabym się żywic sushi do końca życia.
  7. Nie piję alkoholu! 



W kolejnych postach obiecuję DIY ze zdjęciami moich ulubionych dań.
Aha, jeszcze jedno - jem tyle co ptaszek. Struś.