Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dlaczego biegam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dlaczego biegam. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2019

Jak biegać z wózkiem?

Urlop macierzyński. Ktokolwiek nazwał to urlopem był niespełna władz umysłowych.
…

Każda matka wracająca po „urlopie” macierzyńskim do pracy musi się zmierzyć z serią pytań dotyczących tego czy: karmi, czy już wróciła do formy, czy wypoczęła, czy ogarnęła, kiedy drugie/trzecie/piętnaste oraz z moim ulubionym pytaniem:

A z kim zostało dziecko?!

Ja postanowiłam podejść do tego pytania jak do zadania testującego kreatywność i wymyślałam co rusz nowe odpowiedzi: 
nie wiem, 
zostawiłam jakiemuś facetowi na parkingu, 
poszło do przedszkola, 
chyba w domu i tak dalej… 
Najbardziej jednak szokowała odpowiedź zgodna z prawdą: jest z rodzonym ojcem. 
Czy Ciebie też pytają z kim została Anka? – zagaduję konkubenta. No co ty – odpowiada – przecież wiadomo, że z tobą. 
Zabrnąwszy w temat nieco głębiej okazało się, że nikt również nie pyta go o to „jak on teraz będzie biegał”, „kiedy znajdzie czas na treningi” i nie sugerował, że „teraz to już chyba nie będzie biegał” a życie jego zakończyło się bezpowrotnie. Dlatego też wybaczcie Panowie, tekst ten kieruję do Dziewczyn, bo to one bardziej niż Wy potrzebują wsparcia. Co nie znaczy, że nie możecie czytać dalej.

CZY BIEGANIE Z WÓZKIEM JEST DLA CIEBIE?
Nie wiem! I Ty nie będziesz wiedziała dopóki nie spróbujesz. 

Kiedy? 
Ważne jest to, by dać sobie i dziecku trochę czasu. Co to znaczy „trochę? Wózki biegowe to zazwyczaj typ „spacerówki” i wszyscy producenci sugerują, by wozić w nich dzieci po ukończeniu przez nie 6 miesięcy. Fizjoterapeuci idą o krok dalej i sugerują, aby poczekać aż dziecko zacznie siadać. Z drugiej strony spacerówka rozkłada się do pozycji leżącej więc nawet kilkumiesięczny bobas będzie w niej bezpieczny. Na pewno nie zalecałabym biegania z noworodkiem i coś mi podpowiada, że oszczędziłabym nadmiaru bodźców dziecku w tak zwanym „trzecim trymestrze”. 

Rada dla Ciebie: znasz swoje dziecko najlepiej na świecie więc je obserwuj bacznie. Jeśli nie reaguje dobrze (wydaje się być nerwowe, pobudzone, płacze pod koniec dnia pełnego wrażeń – odczekaj). Jeżeli możesz biegać i nie ma przeciwskazań, by spędzać czas w ten sposób z bobaskiem (tu podpowie zapewne fizjoterapeuta dziecięcy) to nie pozostaje nic innego jak wybrać odpowiedni sprzęt. Czy potrzebujesz wózka biegowego? TAK. Chociaż może to być też przyczepka. O dwóch wózkach z których korzystałam możesz poczytać we wcześniejszych postach. 



ZALETY BIEGANIA Z WÓZKIEM:

  • Brak ograniczeń – możesz biegać wtedy kiedy chcesz i kiedy czujesz się najlepiej a nie wtedy, gdy uda ci się zorganizować opiekę dla Dzidziusia. 
  • Niezależność
  • Fejm na dzielni
  • Podziw spacerowiczów
  • Nowe bodźce treningowe
  • Czas z dzieckiem (jakby tego czasu było mało w domu, co? LOL)
  • Większy wydatek energetyczny w czasie biegu = ciastki
  • Jakaś taka...wolność mózgu



KNOW – HOW CZYLI TROCHĘ TEORII.
Kinematyka biegu z wózkiem i bez wózka – co się zmienia w czasie biegu z Dzidziutkiem?
O'Sullivan z kolegami przebadali grupę biegaczy. Niewielką co prawda, ale biorąc pod uwagę wszystkie CZTERY badania naukowe dotyczące biegania z wózkiem to należy im się za to medal. 
15 zawodników biegało 16-metrowy odcinek na hali z wózkiem oraz bez wózka w swoim komfortowym tempie treningowym (cokolwiek to znaczyło). Analizowano ustawienie tułowia i ruch kończyn dolnych. Wnioski? Wózek redukuje ruchy tułowia, zwiększa pochylenie miednicy i zmienia ustawienie bioder. Nie ma różnic w zakresie pracy kolan, kostek. Nie zaobserwowano także zmian długości kroku, kadencji czy długości kontaktu stopy z podłożem. Wnioski? Zadbaj o dodatkowe rozciąganie – kręgosłup, miednica, biodra szczególnie gdy poczujesz dyskomfort. Ha! Jeśli urodziłaś dziecko to pamiętaj, że ustawienie wszystkiego „tam na dole” (między innymi nachylenie miednicy i lordoza kręgosłupa) musi wrócić do normy. 

Czy jest różnica pomiędzy poszczególnymi technikami biegu? 
Ale jak to?! To są jakieś techniki?! Ano są. Nazwiemy je sobie tak, jak nazwali je Alcantara i Wall-Scheffler w swoim badaniu. 

JEDNA RĘKA (1R)
Trzymasz wózek jedną ręką a druga swobodnie pracuje. Rękę zmieniasz gdy się zmęczy lub w zależności od wypracowanego rytmu. Moja podstawowa technika. 
OBIE RĘCE (2R)
Wózek trzymasz oburącz. Nie lubię, ale wyniki badań mnie zaskoczyły.
PCHNIJ I GOŃ (PIG)
Pchasz wózek i do niego podbiegasz. Masz chwilę, dosłownie kilka metrów, na swobodny bieg. 

I teraz uwaga, trzymajcie się – technika ma znaczenie! 
16 ochotników biegło 800 metrów w swoim tempie używając wymienionych wyżej sposobów a wyniki badań porównano z grupą kontrolną biegnącą bez wózków. 
Biegacze z wózkami biegli wolniej a ich krok był krótszy. Nie było jednak różnicy w tętnie i wydatku energetycznym. Okazało się również, że technika biegu ma związek z długością kroku i tempem.

Techniki a wyniki
„Pchnij i goń” i metoda „jednej ręki” okazały się być najbardziej ingerujące w kinematykę biegu,  podczas gdy metoda „dwóch rąk” pozwala na zachowanie tempa i długości kroku podobnego do biegania beż wózka. Ha! Czyli można biegać poprawnie! Czym się kierować przy wyborze techniki?
Większość badanych preferuje metodę oburącz (2R) jako tę, która najmniej zaburza prawidłową technikę biegu. Metoda oburącz może być optymalna dla tych, którzy chcą biegać oszczędnie i ostrożnie – w sposób najbardziej zbliżony do biegania bez wózka. 
Metoda jednej ręki (1R) oraz pchnij i goń (PIG) z kolei będzie optymalna dla tych, którzy chcą poprawić wydolność i spalić trochę więcej kalorii. U mnie wygląda to tak: ważąc około 56kg i biegnąc przez godzinę w tempie 4’40 mogę spalić nawet sto kilokalorii więcej. 



Kalkulator znajdziecie TU


CZY MOŻNA POGODZIĆ PRZYGOTOWANIE DO ZAWODÓW I BIEGANIE Z WÓZKIEM? 

TAK. O tym jak biegam "na poważnie" z Anką, czy boję się, że ją ukradną, jak wygląda nasz współpraca, dlaczego bywa najlepszą trenerką oraz o potędze buły napiszę już niedługo. Wróćcie tu niebawem!





środa, 25 października 2017

Jak bieganie pomogło mi w połogu.

Jeśli wydałaś na świat swoje pierwsze potomstwo to wiesz już dlaczego w Internecie na Twoje dziecko mówią "Gówniak".
Twoje dziecko je, robi kupę, zasypia. Przebierasz je więc się rozbudza - musisz je nakarmić. Zasypia, robi kupę. Więc je przebierasz, rozbudza się, znowu kwęka więc je karmisz i już w czasie karmienia słyszysz te piardy. Znowu jajecznica w pieluszce. Słodko. I tak 15 razy dziennie. Byłoby 30 ale postanawiasz zostawić je z kupą chociaż na godzinkę żeby jednak pospało.
Ale dzisiaj nie o tym.



Dzisiaj o tym jak MOIM ZDANIEM bieganie w ciąży pomogło mi w POŁOGU. 
 



Połóg to nic innego jak powrót do stanu sprzed ciąży. Teoretycznie trwa 6 tygodni ale to wymysł NFZ byś uwierzyła, że po tym czasie powinnaś być sprawna i pełna sił do pracy. W praktyce? Daj sobie czas. W czasie tych umownych 6 tygodni Twój układ hormonalny, macica, pochwa, skóra, mięśnie, stawy i układ krążenia muszą wrócić do normy. No i wypadną Ci włosy, które tak bujnie urosły przez 9 miesięcy ciąży. Smuteczek. A jak ma się do tego bieganie?

  1. Bieganie nauczyło mnie cierpliwości. Potrafię zadbać o regeneracje. Połóg jest jak kontuzja – tak jak nie porywałam się na maraton ze złamaną noga tak też po porodzie skupiłam się na powrocie do formy. Dokładnie tak jak podczas rehabilitacji. 
     
  2. Bieganie dało mi odporność na ból. Heh, prawie mi dziecko wypadło. Dwa dni myślałam, że to skurcze przepowiadające. No nie. To były SKURCZE właściwe. Skurcze przepowiadające nie pojawiają się co 8 minut przez dwie minuty. 
     
  3. Bieganie prawiło, że akceptuję swoje ciało. Spocone jak po treningu w upalny dzień, czasem śmierdzące, tryskające mlekiem, bez makijażu, w dresie. Luz. Poważnie. 
     
  4. Bieganie dało mi większą świadomość mojego ciała. Jeśli nauczyło mnie zlokalizować ból trzeszczki, napięte troczki lub żwacze, odróżnić napięty krętarz od pośladkowego średniego to uwierz mi, lokalizacja całej reszty okazuje się dziecinnie prosta.
     
  5. Bieganie pozwala podchodzić do wielu spraw zadaniowo. Połóg to plan treningowy do wykonania. 
     
  6. Bieganie nauczyło mnie wyluzować, gdy coś nie idzie zgodnie z "planem". 
     
  7. Bieganie sprawiło, że wiem, że gdzieś tam jest meta tego codziennego maratonu. Bezsenność nie trwa wiecznie. Ból cycków minie. Miną skurcze macicy. 
     
  8. Bieganie sprawiło, że nie musiałam wracać do formy – jestem w formie.W formie adekwatnej do sytuacji. Mogę skupić się na Córce, bo nie muszę skupiać się na sobie. Czy pocisnęłabym teraz maraton sub 3:00:00? Nie. Pewnie nie pobiegłabym nawet dyszki poniżej 50 minut. Mimo to jestem w życiowej formie. 

I wcale nie mam tak, że patrzę na moje cudowne, wiecznie głodne i obsrane dziecko i myślę sobie "Ojoj! Miodzio! Mój bąbelek! Jak warto było cierpieć dla takiego bobaska!" Bo bieganie mnie nauczyło, że to wszystko to żadne cierpienie. Ból, dyskomfort, obniżony nastrój to fizjologiczne stany, które mijają i jest mnóstwo sposobów, by połogowe szaleństwo okiełznać! 

CZAS – daj sobie czas. Co robisz po maratonie? Leżysz z nogami do góry i z rozrzewnieniem patrzysz na medal. Szukasz siebie na zdjęciach z biegu. Leczysz pęcherze i kamuflujesz czarne paznokcie. Koktajl hormonów po porodzie zamieni Cię w superrobota z turbocycem. Odkryjesz, że można nie spać długie tygodnie i nadal tryskać szczęściem. Posłuchaj jednak wszystkich dookoła - odpocznij. 

KARM PIERSIĄ – jeśli możesz i chcesz. Karmienie wyzwala oksytocynę. Oksy kurczy macicę. Skurczona macica – płaski brzuch i szybszy powrót do formy. Jeśli myślisz, że nie możesz to zgłoś się do poradni laktacyjnej albo zerknij na blog HAFIJA. Jeśli jednak nie chcesz – nie karm i nikomu się z tego nie tłumacz.  Nie ma nic gorszego niż karmienie w złości, wbrew sobie, na przekór temu co czujesz.

ODRZUĆ WSTYD - jeżeli pojawiły się powikłania poszukaj pomocy fizjoterapeuty i nie wstydź się! Nie jesteś skazana na na nietrzymanie moczu czy dyskomfort w czasie seksu. Dobry fizjoterapeuta specjalizujący się w leczeniu dna miednicy zdziała cuda.

MÓW O TYM CO CZUJESZ – nie zgrywaj bohaterki. O ile dwudniowy "baby blues" mieści się w granicach normy o tyle depresja poporodowa normą nie jest. Nie jest normą poczucie bezsilności, nieszczęścia i emocje, które podpowiadają "wypłać dolce z konta i uciekaj do Meksyku". Szukaj pomocy w partnerze, przyjaciółkach, rodzinie. Jeśli nie masz wsparcia – zgłoś się do psychologa. Jeśli nie masz pieniędzy na prywatną wizytę – napisz do mnie. Jestem psychologiem. Wiem co mówię. 

 
SZUKAJ POZYTYWÓW. WSZĘDZIE.

Ja robię tak – dziecko się zesrało po raz 48? 
Cudownie!!! To znaczy, że się najada. 




 

piątek, 26 maja 2017

Twój płód lubi gdy biegasz!

Kiedy okazało się, że w mojej macicy zagnieździło się jajo, nazywane przez dłuższy czas  "Krewetą" postanowiłam sprawdzić "czego od dzisiaj mi nie wolno".




Nie wolno mi brać narkotyków (smuteczek)
Nie wolno pić alkoholu
Nie wolno palić papierosów
Nie wolno brać żadnych leków. Żadnych! (Żegnaj Olfenie 150 i pseudoefedrynko w każdej postaci!)



Potem od wszystkich miłych, życzliwych i przyjaźnie nastawionych kobiet dowiedziałam się, że:
  • nie wolno mi nosić obcisłych spodni
  • nie wolno mi nosić butów na obcasie
  • nie wolno mi biegać, ćwiczyć, chodzić, dźwigać
  • muszę jeść
  • muszę jeszcze więcej jeść
  • nie mogę jeść tego i tamtego
  • nie mogę podnosić rąk
  • nie mogę farbować włosów
  • powinnam wyrzucić psa i nie zbliżać się do kota
  • nie mogę zapinać pasów w samochodzie
I to wszystko dla dziecka. Bo przecież nie jestem już sobą tylko inkubatorem. Z dniem, w którym Kreweta zalęgła się na dobre mam myśleć tylko o dobru dziecka. 
Więc wyobraziłam sobie, że przez następne 9 miesięcy leżę w podomce na otomanie i zbolałym głosem stękam "Otwórzcie mi okno i podajcie wody". 

Tylko czy moje dziecko chce żebym hodowała przez 40 tygodni hemoroidy jedząc za dwie i wiodąc żywot leniwej hrabiny? Nie sądzę. 
 
Badania z 2012 roku dowiodły, że w przypadku zdrowych kobiet wysiłek, nawet intensywny, nie wpływa negatywnie na zdrowie płodu.
Aby tego dowieść naukowcy zbadali ciężarówki w trzecim trymestrze ciąży przed i po trzydziestominutowym wysiłku na mechanicznej bieżni. Sprawdzili samopoczucie płodu – tętno, przepływ krwi przez pępowinę. Wyniki były podobne, niezależnie od tego czy kobiety ćwiczyły regularnie czy nie!
Z badań wynika wyraźnie, że zdrowe, aktywne ciężarne powinny kontynuować ćwiczenia fizyczne a te mało aktywne powinny zostać zachęcone do podjęcia ćwiczeń o umiarkowanej intensywności.
Nie do leżenia i stękania a do ćwiczenia. To płodom robi dobrze. Tak mówi dr Linda Szymanski z Uniwersytetu w Baltimore.
I chyba wie co mówi, bo przebadała 45 kobiet każąc im zasuwać po bieżni nie przekraczając 60% tętna maksymalnego. Wśród tych kobiet 15 nie skaziło się aktywnością fizyczną przed ciążą – reszta to biegaczki i fanki maszerowania. Biegaczki dostały dodatkowe zadanie – 30 minutowy bieg w zakresie 60-84% tętna maksymalnego.
Szymanski przed i po testach wykonywała ciężarnym usg i usg metodą Dopplera żeby sprawdzić przepływ krwi i ruchliwość dzieci. 
 
Wnioski? 

Nienarodzone dzieci mają się świetnie gdy ćwiczysz. Nie mają zadyszki. Nie stresują się. A jeśli jesteś biegaczką nic nie stoi na przeszkodzie byś kontynuowała aktywność sprzed tarła słuchając lekarza i własnego ciała.

A jeśli Cię nie przekonałam wynikami badań przyszła Matko, to niech Cię przekona mój ciężarny, zanikający co prawda, ALE JEDNAK sześciopak. Zdjęcia zrobiłam kalkulatorem pomiędzy 15 a 19 tygodniem ciąży.



Dla wnikliwych źródło:
Linda Szymanski, M.D., assistant professor, division of maternal-fetal medicine, Johns Hopkins University, Baltimore; Hye Heo, M.D., obstetrician-gynecologist, Montefiore Medical Center, New York City; March 2012, Obstetrics & Gynecology

sobota, 29 kwietnia 2017

O Dupie


To miał by tekst o pytaniach , które denerwują biegaczy. O tych wszystkich ignorantach, którzy śmią pytać na "ile kilometrów ten maraton". O niepoważnych ludziach, którym nie wstyd się przyznać, że nie wiedzą ile wynosi rekord świata w biegu na 42195m i kim jest Paula Radcliffe i myślą, że "interwały" to marszobieg. 
A pierwsze pytanie denerwujące biegacza miało brzmieć:


"A tak właściwie to po co biegasz? Przecież jesteś chuda"


I na tym koniec. Bo to nie będzie tekst o irytujących pytaniach. To będzie tekst o dupie. O tym dlaczego wszystko kręci się wokół dupy a jednocześnie o tym, dlaczego Ty nie powinnaś brać w tym udziału. 

Jako trzydziestosześcioletnia nauczycielka mam prawo od czasu do czasu przeistoczyć się w stetryczałą pańcię w mentalnej garsonce i marudzić na temat tego, jaki ten współczesny świat jest koszmarny. Ten fitness bikini na przykład to pomysł szatana. Tak jak te wszystkie instagramy. Za czasów mojej młodości, w średniowieczu, bycie zawodniczką fitness oznaczało, że panna robi pompki na dwóch palcach jednej ręki a następnie salto. Teraz oznacza, że panna robi sobie cycki, ładuje się clenbuterolem, by wrzucić zdjęcia wypiętych pośladków na Insta. A na zawodach przechadza się w szpilkach na szklanych obcasach.
Mogę się złościć na to, że ludzkimi mózgami rządzą wypięte pośladki, ale ciało ludzkie zawsze odbiegało od doskonałości moja droga Panno i odkąd świat światem musiało być poddawane rozmaitym zabiegom, by móc sprostać rozmaitym standardom. Ot, takie życie. Ładni ludzie uważani są za szczęśliwszych, lepiej traktowani przez bliźnich a i w sadzie dostają niższe wyroki. Nie, nie wymyśliłam tego - mam na to naukowe dowody. Szczupły w oczach innych jest ładny. Ładny jest lepszy. Niesprawiedliwe? Yhym. Ryje mózg i wprowadza zamęt? Bardzo! 




Wróćmy jednak do Ciebie.


Wiesz już, że ładne równa się lepsze (powtarzają Ci to od dziecka) i mimo, że nie zgadzasz się z tym w głębi duszy to postanawiasz schudnąć, wbrew pogardzie dla cycatych fitnesek z Insta. Postanawiasz zmienić swoje życie i zaczynasz biegać.
Jeśli biegasz żeby schudnąć to schudniesz. Potem przestaniesz biegać, bo już przecież schudłaś i znowu przytyjesz. Porzucisz wiec bieganie, bo przecież raz spróbowałaś i nic nie dało. Zajmiesz się Chodakowską albo inna Lewandowska. Znowu schudniesz. I znowu przytyjesz, bo przecież przestaniesz ćwiczyć, gdy tylko osiągniesz cel. Rozumiesz już o czym mówię?
Jak przeżyć i nie zwariować?
Zmień się. Zmień cel. Niech targetem stanie się szczęśliwe życie a nie wymiary.
Rob to, co kochasz. Tańcz, ćwicz, biegaj, odpal rolki
Otaczaj się tymi, którzy Cię akceptują
Pokochaj jedzenie zdrową miłością.
Dbaj o siebie tak, jak dba się o ukochaną osobę.

Twoje ciało nie może być celem – ma być efektem. Skutkiem ubocznym. Motywacją nie może być dupa. Twoje ciało to TY. Przestań się traktować jako przedmiot zabiegów kosmetyczno-dietetycznych. Bądź PODMIOTEM. Ja wiem, że jest ciężko. Zapomnieć o rozmiarze, wadze, centymetrach.





Następnym razem, gdy ktoś próbuje Ci wmówić, że motywacją do treningów powinna być dupa... Pomyśl, że są dziewczyny, które łamią sobie nosy na treningach. Zrywają paznokcie podchodzące krwią. Przełamują swoje kolejne granice. Wiesz kto jest moją motywacja? TY Widzę Cię czasami. Mijam na ulicy. Za gruba na modelkę. W za ciasnych legginsach. Biegnąca kolejny kilometr, gdy inni robią scroll down na fejsiku. Dźwigająca ciężary. Śmierdząca po treningu. Biegnąca swój pierwszy maraton. Rycząca na mecie. Dzieląca czas pomiędzy pracę, szkołę i trening grapplingu. I dzieci. Nieumalowana. Bez tej dupy, co to niby jest zasługą koktajlu z jarmużu, nasion chia i naleśników z odżywką białkową Trec'a.




ODPOWIEDŹ: 

Nie biegam żeby być chudą - biegam i w efekcie udaje mi się trzymać rozsądną wagę i jeść ciastki. A gdyby bieganie powodowało inne konsekwencje - dodatkową parę nóg wyrastających spod pachy czy wąsy, to nadal bym biegała.


czwartek, 5 stycznia 2017

O postanowieniach noworocznych

To jestem ja w Sylwestra. Ale dzisiaj nie o tym.




Jak tam postanowienia noworoczne? Schudniesz 500 kilo i już nigdy przenigdy nie znajdziesz się w promieniu 3km od czekolady i ciastek? Teraz odliczamy sekundy do Twojej klęski – 3,2,1....JUŻ.

 
Jeżeli kiedykolwiek udało Ci się zrealizować postanowienie noworoczne to według Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych należysz do 8% nadludzi z kryptonitu. Supermana wciągasz nosem. A jeśli nie...Przybij pionę, witam w klubie pączków, ptasiego mleczka i zakupoholizmu. Niech naszym hymnem będzie „Sen o dolinie” Budki Suflera. W tym roku będzie jednak inaczej bo właśnie czytasz post o tym jak się nie wstydzić w grudniu 2017, robiąc końcoworoczny rachunek sumienia.

Jeżeli do tej pory nie udało Ci się zrealizować żadnego z noworocznych postanowień to prawdopodobnie beznadziejnie je sformułowałeś! Zbyt ogólnie, ambitnie i bez sensu. Sposobów na uniknięcie klęski jest kilka:
  • Możesz nie postanawiać niczego (wygrywasz)
  • Możesz wytłumaczyć sobie, że to był tylko żarcik z tymi postanowieniami (wygrana zależy od poziomu Twojej naiwności i umiejętności robienia siebie samego w wała)
  • Możesz sformułować cele tak, by zwiększyć szanse na osiągnięcie sukcesu ( teraz to już w ogóle wygrałeś)
 
Na szczęście z pomocą przychodzi nam zarządzanie a dokładniej – metoda S.M.A.R.T.

Postanowienie noworoczne powinno być zatem:

S – specific, czyli KONKRETNE. Nie obiecuj sobie "Od Nowego Roku będę trenował", „zapiszę się na siłownię”. Zaplanuj lepiej, że będziesz realizował trzy treningi w tygodniu. Ustal konkretne dni. Wydrukuj i powieś tam gdzie zaglądasz najczęściej, czyli na lodówkę.

M – measurable, czyli MIERZALNE. Skąd będziesz widział, że osiągnąłeś cel? Noworoczne postanowienie "od jutra biegam" nie ma szans na realizację, ale "we wrześniu przebiegnę maraton"... brzmi o niebo lepiej! Postanów „Będę biegał minimum 100km miesięcznie” albo „200 razy zrobię Chodakowską” - wiesz ile satysfakcji przyniesie odliczanie od 200 do zera?

A – achievable, czyli OSIĄGALNE. No właśnie, maraton... Zbyt ambitny cel, tak jak zbyt łatwy, nie podtrzyma naszej motywacji. Jeśli nie wizualizujesz siebie na mecie maratonu to może uda ci się zebrać kolekcję medali z biegów ulicznych?

R – realistic, czyli REALNE. Postanowienie noworoczne musi być ważne dla Ciebie. To Twój krok. Twój cel. Nie wujka Zdziśka i cioci Jadzi. TWÓJ.

T – time – bound, czyli OKREŚLONE W CZASIE. To akurat proste – masz na to cały 2017 rok!

I na koniec kilka słów o tym jak podtrzymać motywację:
  • Pamiętaj o tym, że nie wszystko w życiu musisz kontrolować. Poczucie braku wpływu sprawia, że ludzie przerywają działania zanim osiągną cel - wybacz sobie porażkę, wyciągnij z niej nauczkę. Nie masz wpływu na kontuzję ale masz wpływ na to jak spędzisz dzisiejsze popołudnie.
  • Kontroluj wyniki. Nic tak nie niszczy motywacji jak brak informacji o osiąganym wyniku.
  • Notuj postępy! Znajdź choćby najmniejszy progres i trzymaj się go jak mały koala swojej mamusi.
  • Sukcesy przypisuj SOBIE. To TY ruszasz tyłek na trening. TY wybrałeś zdrową przekąskę zamiast kupy w panierce. To działa także w drugą stronę - jeśli dajesz ciała to też TY, nie Zofia Kowalska spod trójki.

    Nie wiem jak ty, ale ja zaraz zrobię trening. 

środa, 14 września 2016

Każdy powinien przebiec MARATON

Na początek należy wyjaśnić jedną rzecz - maraton to pikuś i każdy, powtarzam KAŻDY, jest w stanie go przebiec. Wiem co mówię, bo na trasie widziałam wiele – otyłych, starych, koślawych i garbatych. Inwalidów. Ba, jeden był nawet moim zającem. Skoro oni mogą – Ty tym bardziej. Nie namawiam Cię do morderczych treningów, picia soku z buraków i spiruliny, ale jeśli możesz przez 6 miesięcy swojego życia poświecić 4 godziny tygodniowo na truchtanie po osiedlu to jesteś w stanie przebiec maraton. Nie żartuję. Bez planów, bez zegarków z GPS'em, pulsometrów i opłacania trenera.


POWODY DLA KTÓRYCH KAŻDY CHOCIAŻ RAZ W ŻYCIU POWINIEN PRZEBIEC 42195 metrów :

  • Staniesz się swoim własnym superbohaterem. Nie oszukujmy się, większość ludzi ma głęboko w okrężnicy Twoje bieganie, ale Ty patrząc w lustro będziesz wiedział. Taaaaa... Ten człowiek przebiegł maraton! Jeśli dodatkowo uda Ci się przebiec bez zatrzymywania... Chapeau bas!

  • Nawiążesz nowy poziom relacji międzyludzkich. Na co dzień trzymam dystans, ale w czasie maratonu wszystko się zmienia – z jednej butelki napiję się z każdym, nawet jeśli ma wąsy a na 36 km zasady higieny są mi tak obojętne, że banany mogę dojadać po innych biegaczach. Z ziemi. I daję się karmić z ręki. Ostatnio poznałam Andrzeja. Nie wiem skąd się wziął na trasie, ale mimo, że nie byłam rozmowna to przysięgam, że przez 10 km był moim najlepszym przyjacielem!



  • Dostaniesz medal. 
    Albo nawet puchar.



  • Po wszystkim będziesz mógł zjeść tyle ciastków ile będziesz chciał. Powiesz pewnie, że codziennie możesz. Pewnie tak, ale po biegu będziesz musiał! Kiedy ostatnio MUSIAŁEŚ jeść ciastki?

  • Poczujesz emocje, których nie zapewni Ci nic innego. Co prawda niewiele wiem o porodach, narkotykowych odlotach czy artystycznych spleenach, ale wiem jedno – nie doświadczyłam w życiu niczego, co mogłabym porównać z pierwszym wbiegnięciem na metę maratonu. 




    Jesień wisi w powietrzu - idealna pora dla biegaczy. Jeśli nie jesteś miękką fają to przetrwasz tę zimę i szron na wąsach. Wiosenny MARATON jest Twój! 

czwartek, 4 grudnia 2014

Fejsbuczek

Każdy kto mnie trochę zna wie, że jednym z moich ulubionych zajęć jest scroll down na "fejsiku" i permanentna inwigilacja fanpejdży wszystkich trenerek personalnych. Przeglądam fotki i marzę o tym by mieć gluteus maximus jak Chicken Tuna, sześciopak jak Szostakowa i plery jak Anka Rogowska. I zapierdzielać maratony jak Kaśka z Run the World. Taka hybryda. Niestety moje intensywne "chcenie" nie przetransformowało mnie do tej pory w żadną z nich i po części obwiniam za to Internet. Wiadomo wszakże, i krzyczą o tym setki motywujących, fitnessowych zdjęć, że każda minuta na fejsbuniu to minuta bez treningu i że za rok będę żałowała, że nie zaczęłam dzisiaj, tak jak do dzisiaj żałuję, że napyskowałam pani od tańców w podstawówce i wyrzucili mnie z zespołu "Promyczek". Mimo, że robiłam szpagat. I foczkę. Może dzisiaj byłabym jurorką w You Can Dance. Kto wie?
Czasami jednak Internet się przydaje i dzisiaj o tym ruszyłam ciało pod wpływem wirtualnego wyzwania. Skoro ja się poruszyłam po listopadowym, nieplanowanym roztrenowaniu to i Wam się uda.

Czeleńdż polega na tym, że biegamy w parach – ta para, która wybiega najmniej kilometrów przegrywa. Nie wiem jeszcze jakie są konsekwencje przegranej, gdyż tego nie ustaliliśmy – pewnie zawodnicy będą musieli się przyzwyczaić do ksywy "Ogóry" albo "Smutne Wafle". Lub biegać w mało śmiesznych koszulkach. 
Teraz przejdę do krótkiej, aczkolwiek bardzo wnikliwej i analitycznej prezentacji uczestników starcia. 

Para nr 1. Bułka i Wiciu



Bułka ma tyłek duuużo lepszy od mojego a Wiciu robi szpagat więc mają duże predyspozycje do zgarnięcia nieustalonej jeszcze nagrody. Poza tym biegają dużo i szybko. Zobaczymy czy są równie mocno zdeterminowani. Poza tym od dłuższego czasu umawiają się na biegowe randki więc czeleńdż był chyba pretekstem do zalegalizowania ich romansu. Bułka łapie herbatniki w locie i je z ręki więc bieganie z nią to mega fun. 

Para nr 2. Budyń i Magda



Tyłek Budynia też jest niczego sobie a chłopak wbiega na metę na tętnie 200. To jest to tętno przy którym wymiotuję i widzę ciemność. Do tego Magda – solidna, bezkontuzyjna firma. Poważni rywale. Budyń jest takim kochanym chłopakiem, że Magda może truchtać pro forma. Jak będzie trzeba to pierdyknie 500 kilosów w miesiąc i jest po nas.

Para nr 3. Ja i Maciek



Maciek jest ambitnym pomysłodawcą całego zamieszania. Nie wiem dlaczego wybrał mnie, ale mu współczuję, bo pewnie przegra i będzie musiał wystąpić w biegu ulicznym w koszulce z napisem "Parówa roku" albo gorzej. No i ja. Królowa wymówek. Nie muszę przedstawiać. Facjata także powszechnie znana więc obejdzie się bez zdjęcia. 

Czeleńdż zadziałał i mimo, że od dwóch dni jestem bardzo nieszczęśliwa, bo nie jem słodyczy (sama to sobie obiecałam - głupio mi robić w konia samą siebie więc póki co się trzymam) to poszłam biegać. Pyknęłam 14 kilosów i w planie mam dużo, dużo więcej. Trzymajcie kciuki. Loff.




czwartek, 13 listopada 2014

O sensie biegania

Człowieniu. Bieg uliczny to nie olimpiada ani walka o złote kalesony. 

Zdejmij słuchawki
Rozejrzyj się
Uśmiechnij się
Pomóż komuś, kto biegnie obok
Przybij piątala dziecku
Podziękuj kibicom
Pomachaj policjantom
Prześlij buziaka starszej pani

Albo nie - przebiegnij tę dychę z zaciętą miną i walcz o „wynik”. Narzekaj na fatalną organizację i brak technicznej koszulki. I niech z Twoich ust nie schodzi słowo „życiówka”. I pytaj wszystkich: JAKI CZAS?  I narzekaj. Bo pod górkę. I na co te zakręty. Bo trasa nudna, oklepana.

fot. Maciej Apaciński /www.maratonypolskie.pl/



Pobiegliśmy z Anką i było super. Nie mam pojęcia co działo się na mecie bo oszalałam w euforycznym uniesieniu – pamiętam, że spiker krzyczał, że ludzie dopingowali jak szaleni a Ania dała z siebie wszystko i przeszła linię mety. SAMA. 


A tymczasem w USA, 31- letnia Tabatha Hamilton wygrała Chickamauga Battlefield Marathon. I nic nie byłoby w tym dziwnego gdyby nie fakt, że Tabatha przebiegła pierwszą połowę w 2:06:51 a drugą w 47:30. Mówi, że "zaczęła powoli", ale postanowiła "pocisnąć drugą połówkę". Pocisnęła równo, osiągając wynik o 11 minut lepszy niż rekord świata w półmaratonie. Mężczyzn. Ojojoj. Chyba ktoś oszukiwał...
Więc o co chodzi w tym bieganiu?

Po co biegasz?

piątek, 31 października 2014

Uczuć nie zabiegasz

 Biegasz. Bieganie jest super. Powtarzasz to jak mantrę. Nie potrafię bez biegania żyć.




A może jest tak, że tylko bieganie sprawia, że przesypiasz noc? Padasz na pysk po długim treningu. Budzisz się o świcie z poczuciem bezsensu. Marnowania czasu. Wewnętrznej pustki. I gdy tylko otworzysz oczy czujesz jak Twoje ciało wypełnia smutek. Jak się w Ciebie nalewa jak w puste naczynie. Więc biegasz. Topisz mózg w endorfinach. Co za oszustwo...

W pracy chujnia z patatajem.
A ty biegasz i nic nie czujesz.

Oddalasz się od bliskich
Biegasz i nic nie czujesz.

Życie przecieka ci przez palce, ale przecież biegasz. Nic nie zauważyłeś.


I ta dysforia. Twoja zrzędliwość jest już kultowa. Znajomi kochają Twoje cięte riposty. Nikt z taka fantazją nie konstruuje zdań złożonych li tylko z przekleństw. Myślą, że żartujesz, że takie masz czarne poczucie humoru. Ozdoba każdego spotkania.
Ale chwila, jacy znajomi? Nie masz ochoty na kontakty towarzyskie. Twój umysł broni się przed nimi tak bardzo, że potrafisz zawrócić w połowie drogi do domu. "Sorry, nie dotrę, źle się czuję".
Oni myślą, że nie pijesz bo biegasz. Nie bawisz się bo biegasz. 

A tak w ogóle to czerpiesz jeszcze z czegoś przyjemność?
No tak, zapomniałam. Z biegania.


Z jakiegoś powodu to działa.

To kurewstwo podnosi poziom neuroprzekaźników odpowiedzialnych za dobry nastrój.
Poprawia dostawę tlenu i składników odżywczych do twojego poszarpanego mózgu
Zwiększa liczbę komórek w hipokampie. Podobno.
I relaksuje.
Wprowadza w stan euforii i zwiększa odporność na stres.
Więc biegasz. Mieszasz i pijesz codzienny dopaminowo – serotoninowy koktajl. Zagryzasz norepinefryną.


Pytasz się mnie co zrobić, gdy niebotyczny dół psychofizyczny jak stąd do Chin trwa miesiąc.
Rok.
Dwa lata.
Pięć.

Nie wiem.


Idź pobiegać.