niedziela, 25 czerwca 2017

Przygotowania do ciąży dla opornych.

Czy wiesz, że już w życiu płodowym wyprodukowałaś swoje wszystkie komórki jajowe? Nowe Ci nie urosną więc o swoje ciało warto zacząć dbać jak najwcześniej i jak najwcześniej zacząć przygotowania do ciąży. Co to znaczy "jak najwcześniej"? Ja zaczęłam jakieś 20 lat temu i to nie jest żart.

Jeśli jesteś Matką i masz córkę to jest kawałek również dla Ciebie!
Poprzez przygotowanie do ciąży mam na myśli wszystko to co powinnaś zrobić ZANIM rozpoczniesz pełne emocji życie seksualne oraz to co zrobisz w jego trakcie. Czyli:
  • edukację seksualną
  • szczepienie, na przykład przeciwko HPV
  • świadomą decyzję o antykoncepcji
  • regularne wizyty u ginekologa
  • regularne badania
  • ograniczenie narkotyków, alkoholu i ryzykownego seksu
  • i sport.


Nie kochana, nie licz na powrót do formy po porodzie w stylu Lewandowskiej jeśli od gimnazjum karmisz się co weekend mefedronem, jarasz szlugi przed każdą lekcją, co wieczór popijasz Kasztelanem bagietkę czosnkową a w Twoim układzie rozrodczym zagnieździła się chlamydia i inne atrakcje. Zażywanie kwasu foliowego na miesiąc przed zapłodnieniem nie pomoże. Co pomoże?


Diagnoza, konsultacje, obserwacje.

Znajdź ginekologa i opowiedz mu o swoich planach reprodukcyjnych. Zadaj wszystkie możliwe pytania zakładając, że nie ma pytań głupich!

Przed zajściem w ciąże wykonaj testy w kierunku HIV, HCV, toksoplazmozy, kiły, różyczki, cytomegalii. Dostępne są pakiety dla kobiet planujących macierzyństwo - warto poszukać na stronach laboratoriów i znaleźć coś w dobrej cenie. Nie licz na skierowanie od lekarza NFZ. Ich nie będzie obchodziło to jak odpowiedzialnie podchodzisz do macierzyństwa, zasponsorują Ci najwyżej badanie ogólne moczu i hormonów tarczycy. 

Zacznij obserwować swój cykl, korzystając z darmowych aplikacji na telefon. Znajdziesz je pod hasłem "Free Menstrual Calendar".

Suplementuj kwas foliowy.




I wreszcie, mój ulubiony element przygotowań – zadbaj o swoje ciało.

Pomyśl o tym w ten sposób – przytyjesz minimum 8 kilogramów. Maksymalny wynik zależy tylko od ciebie. Twój kręgosłup, nogi, plecy zostaną wystawione na bardzo ciężkie próby. To, czy będziesz dochodzić do siebie po porodzie 6 tygodni czy 6 lat zależy w dużej mierze od tego z jakiego miejsca zaczynasz swoją podróż do macierzyństwa. To czy będziesz mogła prowadzić aktywny tryb życia w ciąży zależy od tego co robisz PRZED zajściem w ciążę.

Zacznijmy od brzucha.

Co zrobić aby brzuch ciążowy nie przeszkadzał w życiu? Nie nosić ze sobą! Ja na przykład do 22 tygodnia zostawiałam mój w domu z Ojcem Dziecka. Tak się wymienialiśmy. Mówiłam "Kochanie, ja mam dzisiaj dużo pracy więc ciążę TU kładę, na szafce". Chyba, że szłam do Rossmanna. Wtedy ciążę zabierałam bo obsługują tam ciężarne bez kolejki. Do mięsnego nie trzeba było. Babka z mięsnego mówiła na mnie "to ta Pani co ciąży ze sobą nie nosi". Można? Można! A tak na poważnie to powinnaś przygotować przed ciąża sześciopak aby wygodnie nosić dzieciopak. Jak? Na przykład tak:





Jeśli dorzucisz do tego ćwiczenia wzmacniające plecy, pośladki i nogi zostaniesz maszyną do noszenia dzieciopaka. Obiecuję! Jakie ćwiczenia? Mogą być takie, piłką, prezentowane przez uroczą Anię Rogowską:




To nie muszą być TE ćwiczenia. Może byc Lewandowska, Chodakowska, Seba z siłowni... Cokolwiek Ci pasuje!

Wtedy możesz przejść do następnego etapu planowania ciąży czyli PRODUKCJI sensu stricto. Całkiem to przyjemne, nie powiem.

Będąc już w ciąży ćwiczenia na mięśnie brzucha możesz kontynuować tak długo jak...możesz.  W pewnym momencie rosnąca macica da Ci znak, że już dość a rozciągające się mięśnie proste zasygnalizują konkretny opór. Pamiętaj - dzieciopak ma być FUNKCJONALNY. Mój w 23 tygodniu ciąży wygląda tak:


Nie ważne czy masz na nim rozstępy, popękane naczynka, czarną linię po cycki. Czy jest okrąglutki albo kwadratowy. Ma dźwigać brzuch i mocno trzymać Twoje plecy! W momencie gdy macica uniemożliwi  ćwiczenia zmodyfikujesz zestaw, ale to już temat na kolejny wpis. Będzie filmik o ćwiczeniach dla ciężarówek. Jaramy się z Vanesską tym nagraniem się jak kuny w porzeczkach!



piątek, 26 maja 2017

Twój płód lubi gdy biegasz!

Kiedy okazało się, że w mojej macicy zagnieździło się jajo, nazywane przez dłuższy czas  "Krewetą" postanowiłam sprawdzić "czego od dzisiaj mi nie wolno".




Nie wolno mi brać narkotyków (smuteczek)
Nie wolno pić alkoholu
Nie wolno palić papierosów
Nie wolno brać żadnych leków. Żadnych! (Żegnaj Olfenie 150 i pseudoefedrynko w każdej postaci!)



Potem od wszystkich miłych, życzliwych i przyjaźnie nastawionych kobiet dowiedziałam się, że:
  • nie wolno mi nosić obcisłych spodni
  • nie wolno mi nosić butów na obcasie
  • nie wolno mi biegać, ćwiczyć, chodzić, dźwigać
  • muszę jeść
  • muszę jeszcze więcej jeść
  • nie mogę jeść tego i tamtego
  • nie mogę podnosić rąk
  • nie mogę farbować włosów
  • powinnam wyrzucić psa i nie zbliżać się do kota
  • nie mogę zapinać pasów w samochodzie
I to wszystko dla dziecka. Bo przecież nie jestem już sobą tylko inkubatorem. Z dniem, w którym Kreweta zalęgła się na dobre mam myśleć tylko o dobru dziecka. 
Więc wyobraziłam sobie, że przez następne 9 miesięcy leżę w podomce na otomanie i zbolałym głosem stękam "Otwórzcie mi okno i podajcie wody". 

Tylko czy moje dziecko chce żebym hodowała przez 40 tygodni hemoroidy jedząc za dwie i wiodąc żywot leniwej hrabiny? Nie sądzę. 
 
Badania z 2012 roku dowiodły, że w przypadku zdrowych kobiet wysiłek, nawet intensywny, nie wpływa negatywnie na zdrowie płodu.
Aby tego dowieść naukowcy zbadali ciężarówki w trzecim trymestrze ciąży przed i po trzydziestominutowym wysiłku na mechanicznej bieżni. Sprawdzili samopoczucie płodu – tętno, przepływ krwi przez pępowinę. Wyniki były podobne, niezależnie od tego czy kobiety ćwiczyły regularnie czy nie!
Z badań wynika wyraźnie, że zdrowe, aktywne ciężarne powinny kontynuować ćwiczenia fizyczne a te mało aktywne powinny zostać zachęcone do podjęcia ćwiczeń o umiarkowanej intensywności.
Nie do leżenia i stękania a do ćwiczenia. To płodom robi dobrze. Tak mówi dr Linda Szymanski z Uniwersytetu w Baltimore.
I chyba wie co mówi, bo przebadała 45 kobiet każąc im zasuwać po bieżni nie przekraczając 60% tętna maksymalnego. Wśród tych kobiet 15 nie skaziło się aktywnością fizyczną przed ciążą – reszta to biegaczki i fanki maszerowania. Biegaczki dostały dodatkowe zadanie – 30 minutowy bieg w zakresie 60-84% tętna maksymalnego.
Szymanski przed i po testach wykonywała ciężarnym usg i usg metodą Dopplera żeby sprawdzić przepływ krwi i ruchliwość dzieci. 
 
Wnioski? 

Nienarodzone dzieci mają się świetnie gdy ćwiczysz. Nie mają zadyszki. Nie stresują się. A jeśli jesteś biegaczką nic nie stoi na przeszkodzie byś kontynuowała aktywność sprzed tarła słuchając lekarza i własnego ciała.

A jeśli Cię nie przekonałam wynikami badań przyszła Matko, to niech Cię przekona mój ciężarny, zanikający co prawda, ALE JEDNAK sześciopak. Zdjęcia zrobiłam kalkulatorem pomiędzy 15 a 19 tygodniem ciąży.



Dla wnikliwych źródło:
Linda Szymanski, M.D., assistant professor, division of maternal-fetal medicine, Johns Hopkins University, Baltimore; Hye Heo, M.D., obstetrician-gynecologist, Montefiore Medical Center, New York City; March 2012, Obstetrics & Gynecology

sobota, 29 kwietnia 2017

Czy można biegać w ciąży?

Szanowni Państwo, oto płód.



Nazwijmy go roboczo Brajanek. Albo Vanesska. 

Vanesska nie lubi ananasa, fishburgerów, gruszek, jabłek, brokułów i coca-coli. No nie dogaduje się z Matką w kwestiach jedzenia wcale. Jest natomiast jedna rzecz, którą Vanesska uwielbia. Bieganie!
W czasie biegu Vanesska nie robi wzdęć ani mdłości, nie robi bólu głowy a wszystkie ciążowe dolegliwości ustępują. Cud! Nie miałam wyjścia - po konsultacjach z lekarzem podjęłam jedną z ważniejszych decyzji w moim życiu – przez najbliższe kilka miesięcy biegam z Vanesską. Chyba, że jej coś odbije i zacznie mi wyszarpywać łożysko albo wystawiać głowę na trzecim kilometrze i powie "Weź już przestań, nie chcę już, zabierz mnie do domu".  Wtedy dam na luz.


Jeśli tu trafiłaś to zapewne szukasz odpowiedzi na pytanie czy możesz biegać w ciąży. Znam odpowiedź i brzmi ona:

NIE WIEM. 

Ja dzisiaj mogę. Co nie oznacza, że będę mogła za tydzień czy nawet jutro! I uwierz mi, dowiedziałam się tego z badań i opinii mojego lekarza i doświadczonego trenera a nie z Internetu. Co nie oznacza, że nie szukałam informacji medycznych w sieci! Tak naprawdę to wykonałam kawał dobrej roboty abyś ty nie musiała przekopywać Pubmedu.

  1. Stara ludowa mądrość głosi aby w ciąży intensywność sportu ograniczyć o połowę. Jeśli pół życia przeleżałaś oglądając po pracy "Na Wspólnej" to podziel to przez dwa i masz gotową odpowiedź
    – nie, bieganie w Twoim przypadku nie jest rozsądne, ale warto ograniczyć TV. 
    Ja natomiast w roku poprzedzającym zajście w ciąże ukończyłam 3 maratony a miesięczny kilometraż zamykał się w 350-ciu. Ograniczając intensywność o połowę wymóżdżyłam, że bezpiecznie mogę truchtać 3-4 razy w tygodniu opierając intensywność treningów na tętnie, nie tempie.
  2. Istnieją przeciwwskazania medyczne, których nie możesz ignorować bo nawet jeśli nie masz żadnej z wymienionych chorób TERAZ to uwierz mi, po 20 tygodniu ciąży mogą się pojawić.  Lista symptomów, których nie wolno Ci zignorować zawiera:
  • choroby serca, np. nadciśnienie
  • choroby związane z ograniczeniem wydolności płuc, zwłóknienia, zaniki mięśni oddechowych czy otyłość
  • problemy z niewydolną szyjką macicy
  • ryzyko przedwczesnego porodu – przedwczesny poród w historii pacjentki, ciąża mnoga, problemy z łożyskiem, niedowaga
  • krwawienie, plamienie 
  • łożysko przodujące
  • uszkodzony worek owodniowy
  • nadciśnienie związane z ciążą
  • białko w moczu
  • obrzęki
Jeśli więc masz zielone światło od ginekologa prowadzącego Twoją ciążę to nic nie stoi na przeszkodzie byś w czasie ciąży KONTYNUOWAŁA bieganie w dwupaku. Zasady są proste:

  • intensywność biegu opierasz na tętnie – nie przekraczasz 75% tętna maksymalnego. 

  • Wyrzucasz zegarek, nie patrzysz na tempo i dystans. Twoje ciało powie Ci, kiedy się zatrzymać więc obserwuj je bacznie. Jeśli zbagatelizujesz drobne sygnały, dasz się ponieść odchorujesz to dnia następnego i przygoda z bieganiem może się bardzo szybko zakończyć. Ogranicz kikometraż i liczbę treningów według swoich możliwości. Jakie są? Nie wiem!

  • pokochaj marszobiegi

  • wzmacniaj brzuch i plecy 


    I nie szalej. Bieganie w dwupaku to sport drużynowy. Zawsze miej z tyłu głowy, że nie biegasz TYLKO dla siebie. 



O Dupie


To miał by tekst o pytaniach , które denerwują biegaczy. O tych wszystkich ignorantach, którzy śmią pytać na "ile kilometrów ten maraton". O niepoważnych ludziach, którym nie wstyd się przyznać, że nie wiedzą ile wynosi rekord świata w biegu na 42195m i kim jest Paula Radcliffe i myślą, że "interwały" to marszobieg. 
A pierwsze pytanie denerwujące biegacza miało brzmieć:


"A tak właściwie to po co biegasz? Przecież jesteś chuda"


I na tym koniec. Bo to nie będzie tekst o irytujących pytaniach. To będzie tekst o dupie. O tym dlaczego wszystko kręci się wokół dupy a jednocześnie o tym, dlaczego Ty nie powinnaś brać w tym udziału. 

Jako trzydziestosześcioletnia nauczycielka mam prawo od czasu do czasu przeistoczyć się w stetryczałą pańcię w mentalnej garsonce i marudzić na temat tego, jaki ten współczesny świat jest koszmarny. Ten fitness bikini na przykład to pomysł szatana. Tak jak te wszystkie instagramy. Za czasów mojej młodości, w średniowieczu, bycie zawodniczką fitness oznaczało, że panna robi pompki na dwóch palcach jednej ręki a następnie salto. Teraz oznacza, że panna robi sobie cycki, ładuje się clenbuterolem, by wrzucić zdjęcia wypiętych pośladków na Insta. A na zawodach przechadza się w szpilkach na szklanych obcasach.
Mogę się złościć na to, że ludzkimi mózgami rządzą wypięte pośladki, ale ciało ludzkie zawsze odbiegało od doskonałości moja droga Panno i odkąd świat światem musiało być poddawane rozmaitym zabiegom, by móc sprostać rozmaitym standardom. Ot, takie życie. Ładni ludzie uważani są za szczęśliwszych, lepiej traktowani przez bliźnich a i w sadzie dostają niższe wyroki. Nie, nie wymyśliłam tego - mam na to naukowe dowody. Szczupły w oczach innych jest ładny. Ładny jest lepszy. Niesprawiedliwe? Yhym. Ryje mózg i wprowadza zamęt? Bardzo! 




Wróćmy jednak do Ciebie.


Wiesz już, że ładne równa się lepsze (powtarzają Ci to od dziecka) i mimo, że nie zgadzasz się z tym w głębi duszy to postanawiasz schudnąć, wbrew pogardzie dla cycatych fitnesek z Insta. Postanawiasz zmienić swoje życie i zaczynasz biegać.
Jeśli biegasz żeby schudnąć to schudniesz. Potem przestaniesz biegać, bo już przecież schudłaś i znowu przytyjesz. Porzucisz wiec bieganie, bo przecież raz spróbowałaś i nic nie dało. Zajmiesz się Chodakowską albo inna Lewandowska. Znowu schudniesz. I znowu przytyjesz, bo przecież przestaniesz ćwiczyć, gdy tylko osiągniesz cel. Rozumiesz już o czym mówię?
Jak przeżyć i nie zwariować?
Zmień się. Zmień cel. Niech targetem stanie się szczęśliwe życie a nie wymiary.
Rob to, co kochasz. Tańcz, ćwicz, biegaj, odpal rolki
Otaczaj się tymi, którzy Cię akceptują
Pokochaj jedzenie zdrową miłością.
Dbaj o siebie tak, jak dba się o ukochaną osobę.

Twoje ciało nie może być celem – ma być efektem. Skutkiem ubocznym. Motywacją nie może być dupa. Twoje ciało to TY. Przestań się traktować jako przedmiot zabiegów kosmetyczno-dietetycznych. Bądź PODMIOTEM. Ja wiem, że jest ciężko. Zapomnieć o rozmiarze, wadze, centymetrach.





Następnym razem, gdy ktoś próbuje Ci wmówić, że motywacją do treningów powinna być dupa... Pomyśl, że są dziewczyny, które łamią sobie nosy na treningach. Zrywają paznokcie podchodzące krwią. Przełamują swoje kolejne granice. Wiesz kto jest moją motywacja? TY Widzę Cię czasami. Mijam na ulicy. Za gruba na modelkę. W za ciasnych legginsach. Biegnąca kolejny kilometr, gdy inni robią scroll down na fejsiku. Dźwigająca ciężary. Śmierdząca po treningu. Biegnąca swój pierwszy maraton. Rycząca na mecie. Dzieląca czas pomiędzy pracę, szkołę i trening grapplingu. I dzieci. Nieumalowana. Bez tej dupy, co to niby jest zasługą koktajlu z jarmużu, nasion chia i naleśników z odżywką białkową Trec'a.




ODPOWIEDŹ: 

Nie biegam żeby być chudą - biegam i w efekcie udaje mi się trzymać rozsądną wagę i jeść ciastki. A gdyby bieganie powodowało inne konsekwencje - dodatkową parę nóg wyrastających spod pachy czy wąsy, to nadal bym biegała.


czwartek, 5 stycznia 2017

O postanowieniach noworocznych

To jestem ja w Sylwestra. Ale dzisiaj nie o tym.




Jak tam postanowienia noworoczne? Schudniesz 500 kilo i już nigdy przenigdy nie znajdziesz się w promieniu 3km od czekolady i ciastek? Teraz odliczamy sekundy do Twojej klęski – 3,2,1....JUŻ.

 
Jeżeli kiedykolwiek udało Ci się zrealizować postanowienie noworoczne to według Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych należysz do 8% nadludzi z kryptonitu. Supermana wciągasz nosem. A jeśli nie...Przybij pionę, witam w klubie pączków, ptasiego mleczka i zakupoholizmu. Niech naszym hymnem będzie „Sen o dolinie” Budki Suflera. W tym roku będzie jednak inaczej bo właśnie czytasz post o tym jak się nie wstydzić w grudniu 2017, robiąc końcoworoczny rachunek sumienia.

Jeżeli do tej pory nie udało Ci się zrealizować żadnego z noworocznych postanowień to prawdopodobnie beznadziejnie je sformułowałeś! Zbyt ogólnie, ambitnie i bez sensu. Sposobów na uniknięcie klęski jest kilka:
  • Możesz nie postanawiać niczego (wygrywasz)
  • Możesz wytłumaczyć sobie, że to był tylko żarcik z tymi postanowieniami (wygrana zależy od poziomu Twojej naiwności i umiejętności robienia siebie samego w wała)
  • Możesz sformułować cele tak, by zwiększyć szanse na osiągnięcie sukcesu ( teraz to już w ogóle wygrałeś)
 
Na szczęście z pomocą przychodzi nam zarządzanie a dokładniej – metoda S.M.A.R.T.

Postanowienie noworoczne powinno być zatem:

S – specific, czyli KONKRETNE. Nie obiecuj sobie "Od Nowego Roku będę trenował", „zapiszę się na siłownię”. Zaplanuj lepiej, że będziesz realizował trzy treningi w tygodniu. Ustal konkretne dni. Wydrukuj i powieś tam gdzie zaglądasz najczęściej, czyli na lodówkę.

M – measurable, czyli MIERZALNE. Skąd będziesz widział, że osiągnąłeś cel? Noworoczne postanowienie "od jutra biegam" nie ma szans na realizację, ale "we wrześniu przebiegnę maraton"... brzmi o niebo lepiej! Postanów „Będę biegał minimum 100km miesięcznie” albo „200 razy zrobię Chodakowską” - wiesz ile satysfakcji przyniesie odliczanie od 200 do zera?

A – achievable, czyli OSIĄGALNE. No właśnie, maraton... Zbyt ambitny cel, tak jak zbyt łatwy, nie podtrzyma naszej motywacji. Jeśli nie wizualizujesz siebie na mecie maratonu to może uda ci się zebrać kolekcję medali z biegów ulicznych?

R – realistic, czyli REALNE. Postanowienie noworoczne musi być ważne dla Ciebie. To Twój krok. Twój cel. Nie wujka Zdziśka i cioci Jadzi. TWÓJ.

T – time – bound, czyli OKREŚLONE W CZASIE. To akurat proste – masz na to cały 2017 rok!

I na koniec kilka słów o tym jak podtrzymać motywację:
  • Pamiętaj o tym, że nie wszystko w życiu musisz kontrolować. Poczucie braku wpływu sprawia, że ludzie przerywają działania zanim osiągną cel - wybacz sobie porażkę, wyciągnij z niej nauczkę. Nie masz wpływu na kontuzję ale masz wpływ na to jak spędzisz dzisiejsze popołudnie.
  • Kontroluj wyniki. Nic tak nie niszczy motywacji jak brak informacji o osiąganym wyniku.
  • Notuj postępy! Znajdź choćby najmniejszy progres i trzymaj się go jak mały koala swojej mamusi.
  • Sukcesy przypisuj SOBIE. To TY ruszasz tyłek na trening. TY wybrałeś zdrową przekąskę zamiast kupy w panierce. To działa także w drugą stronę - jeśli dajesz ciała to też TY, nie Zofia Kowalska spod trójki.

    Nie wiem jak ty, ale ja zaraz zrobię trening. 

środa, 14 września 2016

Każdy powinien przebiec MARATON

Na początek należy wyjaśnić jedną rzecz - maraton to pikuś i każdy, powtarzam KAŻDY, jest w stanie go przebiec. Wiem co mówię, bo na trasie widziałam wiele – otyłych, starych, koślawych i garbatych. Inwalidów. Ba, jeden był nawet moim zającem. Skoro oni mogą – Ty tym bardziej. Nie namawiam Cię do morderczych treningów, picia soku z buraków i spiruliny, ale jeśli możesz przez 6 miesięcy swojego życia poświecić 4 godziny tygodniowo na truchtanie po osiedlu to jesteś w stanie przebiec maraton. Nie żartuję. Bez planów, bez zegarków z GPS'em, pulsometrów i opłacania trenera.


POWODY DLA KTÓRYCH KAŻDY CHOCIAŻ RAZ W ŻYCIU POWINIEN PRZEBIEC 42195 metrów :

  • Staniesz się swoim własnym superbohaterem. Nie oszukujmy się, większość ludzi ma głęboko w okrężnicy Twoje bieganie, ale Ty patrząc w lustro będziesz wiedział. Taaaaa... Ten człowiek przebiegł maraton! Jeśli dodatkowo uda Ci się przebiec bez zatrzymywania... Chapeau bas!

  • Nawiążesz nowy poziom relacji międzyludzkich. Na co dzień trzymam dystans, ale w czasie maratonu wszystko się zmienia – z jednej butelki napiję się z każdym, nawet jeśli ma wąsy a na 36 km zasady higieny są mi tak obojętne, że banany mogę dojadać po innych biegaczach. Z ziemi. I daję się karmić z ręki. Ostatnio poznałam Andrzeja. Nie wiem skąd się wziął na trasie, ale mimo, że nie byłam rozmowna to przysięgam, że przez 10 km był moim najlepszym przyjacielem!



  • Dostaniesz medal. 
    Albo nawet puchar.



  • Po wszystkim będziesz mógł zjeść tyle ciastków ile będziesz chciał. Powiesz pewnie, że codziennie możesz. Pewnie tak, ale po biegu będziesz musiał! Kiedy ostatnio MUSIAŁEŚ jeść ciastki?

  • Poczujesz emocje, których nie zapewni Ci nic innego. Co prawda niewiele wiem o porodach, narkotykowych odlotach czy artystycznych spleenach, ale wiem jedno – nie doświadczyłam w życiu niczego, co mogłabym porównać z pierwszym wbiegnięciem na metę maratonu. 




    Jesień wisi w powietrzu - idealna pora dla biegaczy. Jeśli nie jesteś miękką fają to przetrwasz tę zimę i szron na wąsach. Wiosenny MARATON jest Twój! 

czwartek, 30 czerwca 2016

O ciele

Jeśli jesteś dziewczyną na bank masz TO zdjęcie. Stoisz w sukience Mamy i w jej za dużych szpilkach. Makijaż wykonałaś samodzielnie, a na twarzy masz najpiękniejszy uśmiech, choć dam sobie rękę uciąć, że prawdopodobnie brakuje ci połowy górnej klawiatury. Pozujesz do zdjęcia najładniej jak potrafisz, bo przecież jesteś najpiękniejszą dziewczynką na tej ziemi. Pamiętasz co wtedy myślałaś? No co?

Że tak właśnie wyglądają księżniczki!


Co takiego stało się później, że zaczęłaś myśleć o sobie jak o kupie gówna?

Kadr z filmu "Little Miss Sunshine"


Dlaczego zaczęłaś się mierzyć?
Ważyć?
Porównywać z innymi?
Głodzić?
Zastanawiać czy twój tyłek wygląda dobrze w tych jeansach?
Ile miałaś lat? 13? 12? A może 10?
Skąd dowiedziałaś się, że 60 kilogramów to dużo?
Kiedy wykiełkowała świadomość, że Twoje ciało jest ZŁE?

Masz przechlapane, bo jesteś kobietą. Twoje ciało zawsze będzie dla Ciebie złe. Za małe. Za duże. Za chude. Za grube. Wałek. Brak wałka. Brak tyłka. Za duży tyłek. Brak cycków. Za duże cycki. Za mało włosów. Za dużo włosów. Generalnie włosy wszędzie, tylko nie tam, gdzie trzeba. Nogi za krótkie. Cellulit. Rozstępy.

Jak to możliwe, że twierdzisz, że nigdy nie zrozumiesz matematyki a w pamięci, bez kalkulatora liczysz kalorie i BMI?


Cokolwiek złego myślisz o sobie – PRZESTAŃ NATYCHMIAST