sobota, 29 kwietnia 2017

Czy można biegać w ciąży?

Szanowni Państwo, oto płód.



Nazwijmy go roboczo Brajanek. Albo Vanesska. 

Vanesska nie lubi ananasa, fishburgerów, gruszek, jabłek, brokułów i coca-coli. No nie dogaduje się z Matką w kwestiach jedzenia wcale. Jest natomiast jedna rzecz, którą Vanesska uwielbia. Bieganie!
W czasie biegu Vanesska nie robi wzdęć ani mdłości, nie robi bólu głowy a wszystkie ciążowe dolegliwości ustępują. Cud! Nie miałam wyjścia - po konsultacjach z lekarzem podjęłam jedną z ważniejszych decyzji w moim życiu – przez najbliższe kilka miesięcy biegam z Vanesską. Chyba, że jej coś odbije i zacznie mi wyszarpywać łożysko albo wystawiać głowę na trzecim kilometrze i powie "Weź już przestań, nie chcę już, zabierz mnie do domu".  Wtedy dam na luz.


Jeśli tu trafiłaś to zapewne szukasz odpowiedzi na pytanie czy możesz biegać w ciąży. Znam odpowiedź i brzmi ona:

NIE WIEM. 

Ja dzisiaj mogę. Co nie oznacza, że będę mogła za tydzień czy nawet jutro! I uwierz mi, dowiedziałam się tego z badań i opinii mojego lekarza i doświadczonego trenera a nie z Internetu. Co nie oznacza, że nie szukałam informacji medycznych w sieci! Tak naprawdę to wykonałam kawał dobrej roboty abyś ty nie musiała przekopywać Pubmedu.

  1. Stara ludowa mądrość głosi aby w ciąży intensywność sportu ograniczyć o połowę. Jeśli pół życia przeleżałaś oglądając po pracy "Na Wspólnej" to podziel to przez dwa i masz gotową odpowiedź
    – nie, bieganie w Twoim przypadku nie jest rozsądne, ale warto ograniczyć TV. 
    Ja natomiast w roku poprzedzającym zajście w ciąże ukończyłam 3 maratony a miesięczny kilometraż zamykał się w 350-ciu. Ograniczając intensywność o połowę wymóżdżyłam, że bezpiecznie mogę truchtać 3-4 razy w tygodniu opierając intensywność treningów na tętnie, nie tempie.
  2. Istnieją przeciwwskazania medyczne, których nie możesz ignorować bo nawet jeśli nie masz żadnej z wymienionych chorób TERAZ to uwierz mi, po 20 tygodniu ciąży mogą się pojawić.  Lista symptomów, których nie wolno Ci zignorować zawiera:
  • choroby serca, np. nadciśnienie
  • choroby związane z ograniczeniem wydolności płuc, zwłóknienia, zaniki mięśni oddechowych czy otyłość
  • problemy z niewydolną szyjką macicy
  • ryzyko przedwczesnego porodu – przedwczesny poród w historii pacjentki, ciąża mnoga, problemy z łożyskiem, niedowaga
  • krwawienie, plamienie 
  • łożysko przodujące
  • uszkodzony worek owodniowy
  • nadciśnienie związane z ciążą
  • białko w moczu
  • obrzęki
Jeśli więc masz zielone światło od ginekologa prowadzącego Twoją ciążę to nic nie stoi na przeszkodzie byś w czasie ciąży KONTYNUOWAŁA bieganie w dwupaku. Zasady są proste:

  • intensywność biegu opierasz na tętnie – nie przekraczasz 75% tętna maksymalnego. 

  • Wyrzucasz zegarek, nie patrzysz na tempo i dystans. Twoje ciało powie Ci, kiedy się zatrzymać więc obserwuj je bacznie. Jeśli zbagatelizujesz drobne sygnały, dasz się ponieść odchorujesz to dnia następnego i przygoda z bieganiem może się bardzo szybko zakończyć. Ogranicz kikometraż i liczbę treningów według swoich możliwości. Jakie są? Nie wiem!

  • pokochaj marszobiegi

  • wzmacniaj brzuch i plecy 


    I nie szalej. Bieganie w dwupaku to sport drużynowy. Zawsze miej z tyłu głowy, że nie biegasz TYLKO dla siebie. 



O Dupie


To miał by tekst o pytaniach , które denerwują biegaczy. O tych wszystkich ignorantach, którzy śmią pytać na "ile kilometrów ten maraton". O niepoważnych ludziach, którym nie wstyd się przyznać, że nie wiedzą ile wynosi rekord świata w biegu na 42195m i kim jest Paula Radcliffe i myślą, że "interwały" to marszobieg. 
A pierwsze pytanie denerwujące biegacza miało brzmieć:


"A tak właściwie to po co biegasz? Przecież jesteś chuda"


I na tym koniec. Bo to nie będzie tekst o irytujących pytaniach. To będzie tekst o dupie. O tym dlaczego wszystko kręci się wokół dupy a jednocześnie o tym, dlaczego Ty nie powinnaś brać w tym udziału. 

Jako trzydziestosześcioletnia nauczycielka mam prawo od czasu do czasu przeistoczyć się w stetryczałą pańcię w mentalnej garsonce i marudzić na temat tego, jaki ten współczesny świat jest koszmarny. Ten fitness bikini na przykład to pomysł szatana. Tak jak te wszystkie instagramy. Za czasów mojej młodości, w średniowieczu, bycie zawodniczką fitness oznaczało, że panna robi pompki na dwóch palcach jednej ręki a następnie salto. Teraz oznacza, że panna robi sobie cycki, ładuje się clenbuterolem, by wrzucić zdjęcia wypiętych pośladków na Insta. A na zawodach przechadza się w szpilkach na szklanych obcasach.
Mogę się złościć na to, że ludzkimi mózgami rządzą wypięte pośladki, ale ciało ludzkie zawsze odbiegało od doskonałości moja droga Panno i odkąd świat światem musiało być poddawane rozmaitym zabiegom, by móc sprostać rozmaitym standardom. Ot, takie życie. Ładni ludzie uważani są za szczęśliwszych, lepiej traktowani przez bliźnich a i w sadzie dostają niższe wyroki. Nie, nie wymyśliłam tego - mam na to naukowe dowody. Szczupły w oczach innych jest ładny. Ładny jest lepszy. Niesprawiedliwe? Yhym. Ryje mózg i wprowadza zamęt? Bardzo! 




Wróćmy jednak do Ciebie.


Wiesz już, że ładne równa się lepsze (powtarzają Ci to od dziecka) i mimo, że nie zgadzasz się z tym w głębi duszy to postanawiasz schudnąć, wbrew pogardzie dla cycatych fitnesek z Insta. Postanawiasz zmienić swoje życie i zaczynasz biegać.
Jeśli biegasz żeby schudnąć to schudniesz. Potem przestaniesz biegać, bo już przecież schudłaś i znowu przytyjesz. Porzucisz wiec bieganie, bo przecież raz spróbowałaś i nic nie dało. Zajmiesz się Chodakowską albo inna Lewandowska. Znowu schudniesz. I znowu przytyjesz, bo przecież przestaniesz ćwiczyć, gdy tylko osiągniesz cel. Rozumiesz już o czym mówię?
Jak przeżyć i nie zwariować?
Zmień się. Zmień cel. Niech targetem stanie się szczęśliwe życie a nie wymiary.
Rob to, co kochasz. Tańcz, ćwicz, biegaj, odpal rolki
Otaczaj się tymi, którzy Cię akceptują
Pokochaj jedzenie zdrową miłością.
Dbaj o siebie tak, jak dba się o ukochaną osobę.

Twoje ciało nie może być celem – ma być efektem. Skutkiem ubocznym. Motywacją nie może być dupa. Twoje ciało to TY. Przestań się traktować jako przedmiot zabiegów kosmetyczno-dietetycznych. Bądź PODMIOTEM. Ja wiem, że jest ciężko. Zapomnieć o rozmiarze, wadze, centymetrach.





Następnym razem, gdy ktoś próbuje Ci wmówić, że motywacją do treningów powinna być dupa... Pomyśl, że są dziewczyny, które łamią sobie nosy na treningach. Zrywają paznokcie podchodzące krwią. Przełamują swoje kolejne granice. Wiesz kto jest moją motywacja? TY Widzę Cię czasami. Mijam na ulicy. Za gruba na modelkę. W za ciasnych legginsach. Biegnąca kolejny kilometr, gdy inni robią scroll down na fejsiku. Dźwigająca ciężary. Śmierdząca po treningu. Biegnąca swój pierwszy maraton. Rycząca na mecie. Dzieląca czas pomiędzy pracę, szkołę i trening grapplingu. I dzieci. Nieumalowana. Bez tej dupy, co to niby jest zasługą koktajlu z jarmużu, nasion chia i naleśników z odżywką białkową Trec'a.




ODPOWIEDŹ: 

Nie biegam żeby być chudą - biegam i w efekcie udaje mi się trzymać rozsądną wagę i jeść ciastki. A gdyby bieganie powodowało inne konsekwencje - dodatkową parę nóg wyrastających spod pachy czy wąsy, to nadal bym biegała.


czwartek, 5 stycznia 2017

O postanowieniach noworocznych

To jestem ja w Sylwestra. Ale dzisiaj nie o tym.




Jak tam postanowienia noworoczne? Schudniesz 500 kilo i już nigdy przenigdy nie znajdziesz się w promieniu 3km od czekolady i ciastek? Teraz odliczamy sekundy do Twojej klęski – 3,2,1....JUŻ.

 
Jeżeli kiedykolwiek udało Ci się zrealizować postanowienie noworoczne to według Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych należysz do 8% nadludzi z kryptonitu. Supermana wciągasz nosem. A jeśli nie...Przybij pionę, witam w klubie pączków, ptasiego mleczka i zakupoholizmu. Niech naszym hymnem będzie „Sen o dolinie” Budki Suflera. W tym roku będzie jednak inaczej bo właśnie czytasz post o tym jak się nie wstydzić w grudniu 2017, robiąc końcoworoczny rachunek sumienia.

Jeżeli do tej pory nie udało Ci się zrealizować żadnego z noworocznych postanowień to prawdopodobnie beznadziejnie je sformułowałeś! Zbyt ogólnie, ambitnie i bez sensu. Sposobów na uniknięcie klęski jest kilka:
  • Możesz nie postanawiać niczego (wygrywasz)
  • Możesz wytłumaczyć sobie, że to był tylko żarcik z tymi postanowieniami (wygrana zależy od poziomu Twojej naiwności i umiejętności robienia siebie samego w wała)
  • Możesz sformułować cele tak, by zwiększyć szanse na osiągnięcie sukcesu ( teraz to już w ogóle wygrałeś)
 
Na szczęście z pomocą przychodzi nam zarządzanie a dokładniej – metoda S.M.A.R.T.

Postanowienie noworoczne powinno być zatem:

S – specific, czyli KONKRETNE. Nie obiecuj sobie "Od Nowego Roku będę trenował", „zapiszę się na siłownię”. Zaplanuj lepiej, że będziesz realizował trzy treningi w tygodniu. Ustal konkretne dni. Wydrukuj i powieś tam gdzie zaglądasz najczęściej, czyli na lodówkę.

M – measurable, czyli MIERZALNE. Skąd będziesz widział, że osiągnąłeś cel? Noworoczne postanowienie "od jutra biegam" nie ma szans na realizację, ale "we wrześniu przebiegnę maraton"... brzmi o niebo lepiej! Postanów „Będę biegał minimum 100km miesięcznie” albo „200 razy zrobię Chodakowską” - wiesz ile satysfakcji przyniesie odliczanie od 200 do zera?

A – achievable, czyli OSIĄGALNE. No właśnie, maraton... Zbyt ambitny cel, tak jak zbyt łatwy, nie podtrzyma naszej motywacji. Jeśli nie wizualizujesz siebie na mecie maratonu to może uda ci się zebrać kolekcję medali z biegów ulicznych?

R – realistic, czyli REALNE. Postanowienie noworoczne musi być ważne dla Ciebie. To Twój krok. Twój cel. Nie wujka Zdziśka i cioci Jadzi. TWÓJ.

T – time – bound, czyli OKREŚLONE W CZASIE. To akurat proste – masz na to cały 2017 rok!

I na koniec kilka słów o tym jak podtrzymać motywację:
  • Pamiętaj o tym, że nie wszystko w życiu musisz kontrolować. Poczucie braku wpływu sprawia, że ludzie przerywają działania zanim osiągną cel - wybacz sobie porażkę, wyciągnij z niej nauczkę. Nie masz wpływu na kontuzję ale masz wpływ na to jak spędzisz dzisiejsze popołudnie.
  • Kontroluj wyniki. Nic tak nie niszczy motywacji jak brak informacji o osiąganym wyniku.
  • Notuj postępy! Znajdź choćby najmniejszy progres i trzymaj się go jak mały koala swojej mamusi.
  • Sukcesy przypisuj SOBIE. To TY ruszasz tyłek na trening. TY wybrałeś zdrową przekąskę zamiast kupy w panierce. To działa także w drugą stronę - jeśli dajesz ciała to też TY, nie Zofia Kowalska spod trójki.

    Nie wiem jak ty, ale ja zaraz zrobię trening. 

środa, 14 września 2016

Każdy powinien przebiec MARATON

Na początek należy wyjaśnić jedną rzecz - maraton to pikuś i każdy, powtarzam KAŻDY, jest w stanie go przebiec. Wiem co mówię, bo na trasie widziałam wiele – otyłych, starych, koślawych i garbatych. Inwalidów. Ba, jeden był nawet moim zającem. Skoro oni mogą – Ty tym bardziej. Nie namawiam Cię do morderczych treningów, picia soku z buraków i spiruliny, ale jeśli możesz przez 6 miesięcy swojego życia poświecić 4 godziny tygodniowo na truchtanie po osiedlu to jesteś w stanie przebiec maraton. Nie żartuję. Bez planów, bez zegarków z GPS'em, pulsometrów i opłacania trenera.


POWODY DLA KTÓRYCH KAŻDY CHOCIAŻ RAZ W ŻYCIU POWINIEN PRZEBIEC 42195 metrów :

  • Staniesz się swoim własnym superbohaterem. Nie oszukujmy się, większość ludzi ma głęboko w okrężnicy Twoje bieganie, ale Ty patrząc w lustro będziesz wiedział. Taaaaa... Ten człowiek przebiegł maraton! Jeśli dodatkowo uda Ci się przebiec bez zatrzymywania... Chapeau bas!

  • Nawiążesz nowy poziom relacji międzyludzkich. Na co dzień trzymam dystans, ale w czasie maratonu wszystko się zmienia – z jednej butelki napiję się z każdym, nawet jeśli ma wąsy a na 36 km zasady higieny są mi tak obojętne, że banany mogę dojadać po innych biegaczach. Z ziemi. I daję się karmić z ręki. Ostatnio poznałam Andrzeja. Nie wiem skąd się wziął na trasie, ale mimo, że nie byłam rozmowna to przysięgam, że przez 10 km był moim najlepszym przyjacielem!



  • Dostaniesz medal. 
    Albo nawet puchar.



  • Po wszystkim będziesz mógł zjeść tyle ciastków ile będziesz chciał. Powiesz pewnie, że codziennie możesz. Pewnie tak, ale po biegu będziesz musiał! Kiedy ostatnio MUSIAŁEŚ jeść ciastki?

  • Poczujesz emocje, których nie zapewni Ci nic innego. Co prawda niewiele wiem o porodach, narkotykowych odlotach czy artystycznych spleenach, ale wiem jedno – nie doświadczyłam w życiu niczego, co mogłabym porównać z pierwszym wbiegnięciem na metę maratonu. 




    Jesień wisi w powietrzu - idealna pora dla biegaczy. Jeśli nie jesteś miękką fają to przetrwasz tę zimę i szron na wąsach. Wiosenny MARATON jest Twój! 

czwartek, 30 czerwca 2016

O ciele

Jeśli jesteś dziewczyną na bank masz TO zdjęcie. Stoisz w sukience Mamy i w jej za dużych szpilkach. Makijaż wykonałaś samodzielnie, a na twarzy masz najpiękniejszy uśmiech, choć dam sobie rękę uciąć, że prawdopodobnie brakuje ci połowy górnej klawiatury. Pozujesz do zdjęcia najładniej jak potrafisz, bo przecież jesteś najpiękniejszą dziewczynką na tej ziemi. Pamiętasz co wtedy myślałaś? No co?

Że tak właśnie wyglądają księżniczki!


Co takiego stało się później, że zaczęłaś myśleć o sobie jak o kupie gówna?

Kadr z filmu "Little Miss Sunshine"


Dlaczego zaczęłaś się mierzyć?
Ważyć?
Porównywać z innymi?
Głodzić?
Zastanawiać czy twój tyłek wygląda dobrze w tych jeansach?
Ile miałaś lat? 13? 12? A może 10?
Skąd dowiedziałaś się, że 60 kilogramów to dużo?
Kiedy wykiełkowała świadomość, że Twoje ciało jest ZŁE?

Masz przechlapane, bo jesteś kobietą. Twoje ciało zawsze będzie dla Ciebie złe. Za małe. Za duże. Za chude. Za grube. Wałek. Brak wałka. Brak tyłka. Za duży tyłek. Brak cycków. Za duże cycki. Za mało włosów. Za dużo włosów. Generalnie włosy wszędzie, tylko nie tam, gdzie trzeba. Nogi za krótkie. Cellulit. Rozstępy.

Jak to możliwe, że twierdzisz, że nigdy nie zrozumiesz matematyki a w pamięci, bez kalkulatora liczysz kalorie i BMI?


Cokolwiek złego myślisz o sobie – PRZESTAŃ NATYCHMIAST


poniedziałek, 12 października 2015

O bieganiu i makijażu

Coś mi podpowiada, że nie zrobię kariery jako biegowa szafiarka. Ciężko podkręcić strój treningowy akcesoriami, że o kapeluszach nie wspomnę więc nie pozostaje mi nic innego jak spróbować sił jako guru piękności. Specjalnie dla Was chłopcy i dziewczęta: recenzja kosmetyków z wyższej półki i test makijażu sylwestrowego. Miał być operowy ale zbastowałam z brokatem widząc minę przerażonej Bułki. Nie nakleiłam też sztucznych rzęs z obawy, że Bułka ze mną w takim wydaniu nie pobiegnie przed zmrokiem.

Założenie testu było niekonwencjonalne jako i ja należę do zgoła niekonwencjonalnych osób.

Polecieć pod górkę w trzywarstwowej tapecie i sprawdzić czy po powrocie do domu nadal będę seksi i czy mój chłopak szarpałby mnie jak Reksio szynkę. Czy może kazałby iść się natychmiast umyć.

W tym celu nałożyłam na twarz za pomocą niezliczonej ilości pędzelków następujące kosmetyki w następującej kolejności:
  • baza do powiek Primer Potion Urban Decay
  • podkład MAC Studio fix fluid 
  • żel do brwi INGLOT brow liner gel
  • cienie z paletki NUDE Urban Decay w kolorach toasted, hustle oraz half baked
  • eyeliner w żelu Maybelline
  • wszystkorobiący tusz Lancome Grandiose
  • róż MAC
  • korektor Benefit o profesjonalnej nazwie Erase Paste

Generalnie wyszło nieźle, makijaż skutecznie zatuszował rysy twarzy a moja masa wzrosła o dobre pół kilo. 

Po godzinie przestałam nawet notować czy przyglądają mi się przechodnie. Generalnie po godzinie przestałam notować cokolwiek ponieważ Bułka przeciągnęła mnie bezlitośnie przez wszystkie górki w okolicy.
Czy się rozmazałam?  

PRAWIE NIE


Podsumowując:
Po piętnastokilometrowym biegu wyglądałyśmy z Bułka, moim skromnym zdaniem, lepiej niż panny wracające z sopockich melanży eskaemką o 3.24. Może dlatego, że nie miałyśmy wymiocin na włosach.
Eyeliner nie przesunął się nawet o milimetr, na podkładzie zalśniły kropelki potu a tusz do rzęs lekko się odbił nadając efekt "smokey eye". 

Jeśli więc nie biegasz ponieważ uważasz, że nie można biegać w makijażu to zacznij. Można. Przetestowane. Jedyne czego nie polecam to używanie błyszczyka - w czasie plucia na chodnik klei się i rozmazuje. 

Pamiętaj tylko aby po treningu całe to zło zmyć z twarzy. 



czwartek, 20 sierpnia 2015

Biegowy OOTR (dla nieobytych z szafiarską nomenklaturą – Outfit Of The Run)

Kochana!

Wakacje się skończyły i czas przestać się oszukiwać – dodatkowe trzy kilogramy to nie opalenizna.
Cóż lepiej zmotywuje niż nowy strój? Chciałam przyłożyć się bardzo i napisać naukową recenzję butów biegowych. W tym celu zamierzałam użyć tych wszystkich słów, których znaczenia w bieganiu nie rozumiem - drop, pronacja, czołówka i inne. Nie wyszło.
Napiszę więc o tym, jak uzyskać „efekt biegaczki” za pomocą stroju. 




Po pierwsze - na nogi załóż Adidas Energy Boost 2.

Wygląd? Francja elegancja. Pierwsze się ucieszyłam bo okazało się, że pasują do niepasującej do niczego bluzy. Ale to nie koniec... Pasują do wszystkiego. Nie żartuję! To właśnie na taki kolor pomaluję ściany w mieszkaniu. Do tego drobny ażurowy wzorek – faktura przełamuje monotonię szarości. Cudo! Poza tym, wiesz jak jest. Trochę się już znamy – prędzej umrę niż założę brzydkie buty!
Tak jak w przypadku pierwszych Energy Boostów, jednoelementowa cholewka miło opina stopę. I uwaga (werbel) "dwójki" są szersze. Nic nie uciska! Nawet jeżeli masz wyższe podbicie, nic nie sprawi, że stopa zsinieje po czym spróbuje odpaść i uciec. Uczucie "skarpetki" trochę mniejsze niż w przypadku "jedynek" ale jest – miły, wygodny but. Zintegrowany język nie gniecie, nie roluje się jak na wizycie u logopedy. Wentylacja bez zastrzeżeń. Lekkie i wygodne. 




Amortyzacja pozwala biegać w nich długie wybiegania. Prawdziwi biegacze mówią w internetach, że Energy Boost 2 to but na tyle uniwersalny, że robią w nich nawet treningi w tempie 3'30 min/km. Nie potrafię się do tego ustosunkować, gdyż tylko raz osiągnęłam takie prędkości biegnąc do toalety po popiciu surówki z kiszonej kapusty dużą latte. Niewiele pamiętam ale biegłam chyba w japonkach. Zaufajmy bardziej doświadczonym – Energy Boost 2 to buty na każdy trening. Poza tym zdają się być niezniszczalne. Po ponad trzystu kilometrach amortyzacja działa bez zastrzeżeń a na cholewce nie widać śladów zużycia.
I jeszcze jedno. Od pewnego czasu producent butów, którego nazwa zaczyna się na 19 literę alfabetu przestał produkować obuwie z dziurką na przyspieszeniomierz zwany potocznie pastylką, co spowodowało lament wśród użytkowników i powszechne oburzenie. A adidasy dziurkę mają! Ha! I pasuje! Mogę więc biegać nawet wtedy, gdy zasięg zegarka firmy na literkę N jest kijowy. Pastylka mierzy wszystko.

Biegaczka nie jest biegaczką bez legginsów. Nie byle jakich! Adidas Supernova 3/4 Capri Ladies Running Tights to nic innego jak biegowe gacie z lycry ale długa nazwa sprawia, że od razu wrzucają cię na level pro. Do tego mają ClimaCool i FORMOTION. Trochę się bałam bo nie znalazłam jeszcze legginsów capri w których moje nogi nie wyglądałyby jak salcesony ale prawie się nie zawiodłam!


  • Oryginalny lecz mało krzykliwy wzór– bez przegięcia pałki i wodotrysków. Takie „mazy nowoczesne”. Trochę jak blokowisko po zmroku.
  • Gruby materiał – mocno „trzyma” to co urosło w czasie wakacji. Obciskają ale nie uciskają, jeśli wiesz co chce powiedzieć...
  • Dość wysoki stan – schylając się w celu zasznurowania buta nie ryzykujesz, że ktoś pomyli twój tyłek ze skarbonką i wrzuci ci w rowek pięciozłotówkę.
  • Duża kieszonka na biodrze – mieści telefon!
  • Uroku dodają ażurowe wstawki na kolanach



Daję 9/10 tylko dlatego, że lekko cisną mnie w łydki i moje nogi mimo wszystko wyglądają jak salcesony. Ale to chyba nie jest wina legginsów.

Efekt biegaczki nie jest kompletny bez odpowiedniego topu więc przyda się Adidas Supernova Long Sleeve T-Shirt. 



Jeśli nazwa was nie onieśmieliła dodam, że też ma ClimaCool i FORMOTION. W dodatku to poliester i spandex. I podobno świeci w ciemności! W dotyku niewiarygodnie mięciutka i delikatna. Zbyt delikatna - zaciąga się łatwiej niż rajstopy 15 den i niszczy się od wszystkich rzepów. Dekolt podkreśli atuty tych pań, które mają czym oddychać. W moim przypadku nie pełni żadnej funkcji. Top ma długie rękawy z otworami na kciuki.
I teraz coś, o czym od dawna chciałam napisać – ta bluza ma najmilsze rękawy do smarkania na świecie! Jeżeli to Was nie przekonało to przekona was wentylacyjny panel na plecach.
Kolor z kategorii „gaciowy” ale sami przyznacie, że krój podkreśla sylwetkę. No i ta miękkość...

Tylko nie myśl sobie, że aby osiągnąć biegowy look wystarczy się ubrać w biegowe ciuchy. Bez biegania się nie obejdzie. Więc ruszże się :)




(Dla chętnych pojawi się rabacik w sklepie biegowym Ponieważ ja mam zakaz kupowania biegowych ciuchów do 2030 roku to nie skorzystam – pozostaje mi ślinić gres koło witryny sklepu.)