czwartek, 20 sierpnia 2015

Biegowy OOTR (dla nieobytych z szafiarską nomenklaturą – Outfit Of The Run)

Kochana!

Wakacje się skończyły i czas przestać się oszukiwać – dodatkowe trzy kilogramy to nie opalenizna.
Cóż lepiej zmotywuje niż nowy strój? Chciałam przyłożyć się bardzo i napisać naukową recenzję butów biegowych. W tym celu zamierzałam użyć tych wszystkich słów, których znaczenia w bieganiu nie rozumiem - drop, pronacja, czołówka i inne. Nie wyszło.
Napiszę więc o tym, jak uzyskać „efekt biegaczki” za pomocą stroju. 




Po pierwsze - na nogi załóż Adidas Energy Boost 2.

Wygląd? Francja elegancja. Pierwsze się ucieszyłam bo okazało się, że pasują do niepasującej do niczego bluzy. Ale to nie koniec... Pasują do wszystkiego. Nie żartuję! To właśnie na taki kolor pomaluję ściany w mieszkaniu. Do tego drobny ażurowy wzorek – faktura przełamuje monotonię szarości. Cudo! Poza tym, wiesz jak jest. Trochę się już znamy – prędzej umrę niż założę brzydkie buty!
Tak jak w przypadku pierwszych Energy Boostów, jednoelementowa cholewka miło opina stopę. I uwaga (werbel) "dwójki" są szersze. Nic nie uciska! Nawet jeżeli masz wyższe podbicie, nic nie sprawi, że stopa zsinieje po czym spróbuje odpaść i uciec. Uczucie "skarpetki" trochę mniejsze niż w przypadku "jedynek" ale jest – miły, wygodny but. Zintegrowany język nie gniecie, nie roluje się jak na wizycie u logopedy. Wentylacja bez zastrzeżeń. Lekkie i wygodne. 




Amortyzacja pozwala biegać w nich długie wybiegania. Prawdziwi biegacze mówią w internetach, że Energy Boost 2 to but na tyle uniwersalny, że robią w nich nawet treningi w tempie 3'30 min/km. Nie potrafię się do tego ustosunkować, gdyż tylko raz osiągnęłam takie prędkości biegnąc do toalety po popiciu surówki z kiszonej kapusty dużą latte. Niewiele pamiętam ale biegłam chyba w japonkach. Zaufajmy bardziej doświadczonym – Energy Boost 2 to buty na każdy trening. Poza tym zdają się być niezniszczalne. Po ponad trzystu kilometrach amortyzacja działa bez zastrzeżeń a na cholewce nie widać śladów zużycia.
I jeszcze jedno. Od pewnego czasu producent butów, którego nazwa zaczyna się na 19 literę alfabetu przestał produkować obuwie z dziurką na przyspieszeniomierz zwany potocznie pastylką, co spowodowało lament wśród użytkowników i powszechne oburzenie. A adidasy dziurkę mają! Ha! I pasuje! Mogę więc biegać nawet wtedy, gdy zasięg zegarka firmy na literkę N jest kijowy. Pastylka mierzy wszystko.

Biegaczka nie jest biegaczką bez legginsów. Nie byle jakich! Adidas Supernova 3/4 Capri Ladies Running Tights to nic innego jak biegowe gacie z lycry ale długa nazwa sprawia, że od razu wrzucają cię na level pro. Do tego mają ClimaCool i FORMOTION. Trochę się bałam bo nie znalazłam jeszcze legginsów capri w których moje nogi nie wyglądałyby jak salcesony ale prawie się nie zawiodłam!


  • Oryginalny lecz mało krzykliwy wzór– bez przegięcia pałki i wodotrysków. Takie „mazy nowoczesne”. Trochę jak blokowisko po zmroku.
  • Gruby materiał – mocno „trzyma” to co urosło w czasie wakacji. Obciskają ale nie uciskają, jeśli wiesz co chce powiedzieć...
  • Dość wysoki stan – schylając się w celu zasznurowania buta nie ryzykujesz, że ktoś pomyli twój tyłek ze skarbonką i wrzuci ci w rowek pięciozłotówkę.
  • Duża kieszonka na biodrze – mieści telefon!
  • Uroku dodają ażurowe wstawki na kolanach



Daję 9/10 tylko dlatego, że lekko cisną mnie w łydki i moje nogi mimo wszystko wyglądają jak salcesony. Ale to chyba nie jest wina legginsów.

Efekt biegaczki nie jest kompletny bez odpowiedniego topu więc przyda się Adidas Supernova Long Sleeve T-Shirt. 



Jeśli nazwa was nie onieśmieliła dodam, że też ma ClimaCool i FORMOTION. W dodatku to poliester i spandex. I podobno świeci w ciemności! W dotyku niewiarygodnie mięciutka i delikatna. Zbyt delikatna - zaciąga się łatwiej niż rajstopy 15 den i niszczy się od wszystkich rzepów. Dekolt podkreśli atuty tych pań, które mają czym oddychać. W moim przypadku nie pełni żadnej funkcji. Top ma długie rękawy z otworami na kciuki.
I teraz coś, o czym od dawna chciałam napisać – ta bluza ma najmilsze rękawy do smarkania na świecie! Jeżeli to Was nie przekonało to przekona was wentylacyjny panel na plecach.
Kolor z kategorii „gaciowy” ale sami przyznacie, że krój podkreśla sylwetkę. No i ta miękkość...

Tylko nie myśl sobie, że aby osiągnąć biegowy look wystarczy się ubrać w biegowe ciuchy. Bez biegania się nie obejdzie. Więc ruszże się :)




(Dla chętnych pojawi się rabacik w sklepie biegowym Ponieważ ja mam zakaz kupowania biegowych ciuchów do 2030 roku to nie skorzystam – pozostaje mi ślinić gres koło witryny sklepu.)






czwartek, 13 sierpnia 2015

Nie bądź żyła...

Nie zastanawiałam się nigdy po co tak właściwie potrzebna mi krew. To tak jakby się zastanawiać po co mi głowa i dlaczego zamontowana jest właśnie tu.  Krew. Takie oczywiste. Wielka mi rzecz.
A tu proszę – taka zwykła krew, słodko – nijaki element kaszanki a uratować może człowieka. Dlatego też dzisiaj namawiam Ciebie, żebyś poszedł do Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa i oddał krew. I błagam, nie histeryzuj i nie szukaj wymówek.
Ja wiem:
  • igła taka gruba
  • twoja krew taka pospolita
  • na pewno masz anemię i nie możesz bo kiedyś Ci lekarz mówił, że nie możesz
  • na bank zemdlejesz

I wiesz co? Może masz rację. Może masz pospolitą krew ABRH+, może nie możesz i na bank zemdlejesz, bo igła taka gruba...

Ale spróbuj!

Na początek wypełnisz ankietę – mnóstwo intymnych pytań od których zależy zdrowie biorcy, więc niech presja by wypaść dobrze i dostać czekoladę nie wygra z prawdomównością. Bądź szczery.
Zbada Cię także lekarz – to on oceni czy możesz oddać krew. Upewni się, że ważysz minimum 50 kg i razem z Tobą przeanalizuje kwestionariusz. Jeśli chcesz wiedzieć co Cię dyskwalifikuje, zajrzyj TU. 
Potem pójdziesz umyć ręce ze szczególnych uwzględnieniem łokci i założysz foliowe papucie. 



Niestety spocą Ci się stopy, nawet jeśli jesteś dziewczyną. 



Gdy panie zaproszą Cię na mega wypaśny fotel klasy S, rozłożysz się wygodnie i przygotujesz na kwadrans leżakowania. Panie będą co chwilę pytały jak się czujesz i nie bądź bohaterem – odpowiadaj szczerze. Na zakończenie odbierzesz łakocie i szczęśliwy wrócisz do domu.




Jeśli biegasz pamiętaj, że dużo czerwonych krwinek transportuje dużo tlenu. A tlen to szybkie nogi. Oddając krew czeka Cię mały spadek formy. Warto więc wszystko zaplanować:

  • Oddawaj krew po ważnych biegach, w okresie kiedy nie trenujesz intensywnie
  • Zaplanuj dzień wolny na wizytę w centrum krwiodawstwa – zarówno od pracy jak i biegania
  • Przez 4-5 dni po oddaniu krwi będziesz biegać wolniej
  • Dużo pij i jedz! Oddawanie krwi wymaga uzupełnienia mnóstwa kalorii. Ale nie ekscytuj się, to mało efektywny sposób na schudnięcie.


DLACZEGO WARTO ZOSTAC KRWIODAWCĄ?

  • W poczekalni jest automat z czekoladą i pijesz ILE CHCESZ
  • Prześlą ci mega hipsterską legitymację krwiodawcy!
  • Panie pielęgniarki zrobią Ci zdjęcie na fejsbunia
  • Odliczysz kilka stówek od podatku
  • Dostaniesz zwolnienie z pracy lub szkoły
  • Na wyjściu dostaniesz OSIEM CZEKOLAD!


Mam nadzieję, że przekonałam. Dziękuję. Dobranoc. 

piątek, 24 kwietnia 2015

Co Ci dziś dolega?

 Mam listę ulubionych słów. Np. "ochędożyć","gargantuiczny". Albo takie słowo jak "wałkoń". Albo "mitrężyć"! W kategorii słów związanych z bieganiem na pierwszym miejscu, od lat niepokonana "życiówka". Zaraz za nią "kontuzja", "pronacja", "czołówka" i "kadencja". Za pomocą tych kilku słów plus stosunkowo niewielu czasowników i partykuł można spokojnie napisać dialog biegaczy:

  • Jest życiówka?
  • Nieee...kontuzja
  • Ale co, pronacja?
  • Nieeee, zmiana kadencji

Albo taki dialog na starcie biegu:

  • Będzie życiówka?
  • Nieee...kontuzja
  • Taaa. Dwójka?
  • Nie, czwórka

I przysięgam, nie słyszałam jeszcze by na starcie biegu ktoś opowiadał z wielką pewnością siebie o tym, że jest świetnie przygotowany. No cóż, ja też nie jestem.

Kontuzję dzielę na dwa rodzaje w zależności od tego czy wiem skąd się wzięła. Opiszę najciekawsze przypadki nie podając danych osobowych kontuzjowanych jako że jesteśmy w Internecie.
  

WIEM SKĄD TA KONTUZJA!

Główną nagrodę wygrywa kolega, który grał w Diablo i zerwał więzadło krzyżowe.
Inny schodził z piwem do piwnicy i „coś mu się stało w plecy”. 
Jeszcze inny (nota bene profesjonalny sportowiec) uszkodził kręgosłup kipując peta w popielniczce.
Ostatnio kichnęłam i coś mi strzeliło pod łopatką. Dwa dni nie mogłam oddychać!
Na spacerze pociągnął mnie pies – tydzień na Olfenie.

Na kontuzję z kategorii "wiem skąd" mam co prawda tylko jeden sposób, ale za to sprawdzony w warunkach bojowych przez elitarnych komandosów: 

                                                              R.I.C.E 

Pod tym skrótem kryje się : rest, ice, compression, elevation. Więc okład żelowy w ruch, pilot od tv do ręki i nózia do góry. Będzie dobrze!

NIE WIEM SKĄD SIĘ WZIĘŁA...

Czyli na pewno od biegania, ale niekoniecznie. Równie dobrze może to być hipochondria albo zaburzenia osobowości wiązki B. Wtedy R.I.C.E nie pomoże.

Już niedługo, 17 maja stanę na starcie I edycji PZU Maraton Gdańsk. Kontuzjowana i skonfundowana, w towarzystwie równie kontuzjowanych i skonfundowanych kolegów. Przez pierwszą dyszkę będziemy się zapewne licytowali "kto ma gorzej" a potem przestaniemy gadać bo brak długich wybiegań i nasze żałosne przygotowania w postaci "nie biegania" zrobią swoje i nierówny oddech uniemożliwi konwersację. Ale i tak będzie zabawa!

A Tobie co dzisiaj dolega?

niedziela, 15 lutego 2015

O chłopakach

Dzisiaj wpis walentynkowy. Początkowo planowałam napisać o tym, czy warto mieć chłopaka w ogóle, wszakże pachną nieładnie i generalnie są bez sensu. Po kilku dniach doszłam jednak do wniosku, że posiadanie chłopaka z różnych powodów jest fajne. Tutaj pragnę nadmienić, że ten blog jest LGBT friendly i pisząc "chłopaka" myślę o sobie. Jeśli jesteś dziewczyną, która ma dziewczynę, to tekst ten jest również do Ciebie (prócz tego fragmentu o nieładnym zapachu). A jeśli jesteś chłopakiem, który ma chłopaka to w ogóle problemu nie ma, bo doskonale wiesz co mam na myśli.


Generalnie chłopaków można podzielić na 4 kategorie:

  • Nie biega i nie lubi
  • Nie biega, lecz podziwia
  • Biega tak jak Ty
  • Biega jak głupi

W zależności od przynależności chłopaka do jednej z powyższych kategorii życie biegaczki/biegacza bedącej w związku z opisywanym osobnikiem ma różny stopień trudności, a i satysfakcja z życia może być różna. 

Typ pierwszy. Nie biega i nie lubi
Rzuć go. Prawdopodobnie, gdy idziesz biegać on pisze złośliwe komentarze na temat biegaczy na trójmiasto.pl. Szydzi i krytykuje Twoje legginsy. Od biegania się zaczyna. Za chwilę nie będzie lubił wszystkiego co robisz.

Typ drugi. Nie biega, lecz podziwia
Ten jest kochaniutki. Jesteś jego bohaterką, bo umiesz biec minutę bez zatrzymywania! Jest na każdym starcie i na każdej mecie. Kupuje izotoniki. Gdy idziesz biegać robi kanapki z serduszkiem z keczupu. Jest gotów jeść owsiankę bylebyś nie musiała jeść sama. Lubi Twoje legginsy. Tego nie rzucaj. Jest duże prawdopodobieństwo, że zacznie biegać z Tobą. Chyba, że nie zacznie...

Typ trzeci. Biega
Biega z Tobą i jest super. Czasem zwalnia żeby pogapić się na Twój tyłek. Na światłach daje buziaka. Po biegu pyta ile wyszło na twoim telefonie. Przypomina, że trzeba zrobić biegowe zdjęcie na Insta. Nie przeszkadza mu, że kupiłaś kolejną parę butów biegowych, bo sam się na jakieś czai. Ma tyle par legginsów co Ty i rozumie, że trzeba mieć dobrą bluzę biegową, choćby konsekwencją tego było jedzenie chlebka z dżemem do końca miesiąca. Rozumie dlaczego brak GPS to koniec świata i powód do histerii. Gdy pójdziesz biegać sama będzie chciał byś przesłała mu splity. Ideał! Kochaj go i przytulaj. Tylko on rozumie dlaczego skarpety mogą kosztować 150 złotych.

Typ czwarty. Biega bardziej

Uuuuuu.... i tu mamy problem. Facet jest tak wkręcony, że o niczym innym nie mówi. To Ty zazdrościsz mu legginsów. Ma zestaw buffów i czołówkę. Z NAJNOWSZEJ KOLEKCJI. Zapisuje się na wszystkie maratony świata, a urlop spędziłby najchętniej na obozie biegowym w Afryce. Je jagody goji, nasiona chia i pije sok z buraków. Trzyma wagę startową 365 dni w roku. Rzuć go, gdy nie możesz isć biegać, bo on musi isć biegać. 






Generalnie bieganie z chłopakiem ma mnóstwo zalet. Tak jak bieganie z  odtwarzaczem mp3. 
No, może TROCHĘ więcej (opisane wcześniej całowanie się na czerwonym świetle i gapienie się z podziwem na Twój tyłek). Jeśli więc masz drugą połowę to ją zmotywuj. Jak kocha to pobiega! A jeśli nie masz to nic na siłę. Ipod wystarczy. 


czwartek, 4 grudnia 2014

Fejsbuczek

Każdy kto mnie trochę zna wie, że jednym z moich ulubionych zajęć jest scroll down na "fejsiku" i permanentna inwigilacja fanpejdży wszystkich trenerek personalnych. Przeglądam fotki i marzę o tym by mieć gluteus maximus jak Chicken Tuna, sześciopak jak Szostakowa i plery jak Anka Rogowska. I zapierdzielać maratony jak Kaśka z Run the World. Taka hybryda. Niestety moje intensywne "chcenie" nie przetransformowało mnie do tej pory w żadną z nich i po części obwiniam za to Internet. Wiadomo wszakże, i krzyczą o tym setki motywujących, fitnessowych zdjęć, że każda minuta na fejsbuniu to minuta bez treningu i że za rok będę żałowała, że nie zaczęłam dzisiaj, tak jak do dzisiaj żałuję, że napyskowałam pani od tańców w podstawówce i wyrzucili mnie z zespołu "Promyczek". Mimo, że robiłam szpagat. I foczkę. Może dzisiaj byłabym jurorką w You Can Dance. Kto wie?
Czasami jednak Internet się przydaje i dzisiaj o tym ruszyłam ciało pod wpływem wirtualnego wyzwania. Skoro ja się poruszyłam po listopadowym, nieplanowanym roztrenowaniu to i Wam się uda.

Czeleńdż polega na tym, że biegamy w parach – ta para, która wybiega najmniej kilometrów przegrywa. Nie wiem jeszcze jakie są konsekwencje przegranej, gdyż tego nie ustaliliśmy – pewnie zawodnicy będą musieli się przyzwyczaić do ksywy "Ogóry" albo "Smutne Wafle". Lub biegać w mało śmiesznych koszulkach. 
Teraz przejdę do krótkiej, aczkolwiek bardzo wnikliwej i analitycznej prezentacji uczestników starcia. 

Para nr 1. Bułka i Wiciu



Bułka ma tyłek duuużo lepszy od mojego a Wiciu robi szpagat więc mają duże predyspozycje do zgarnięcia nieustalonej jeszcze nagrody. Poza tym biegają dużo i szybko. Zobaczymy czy są równie mocno zdeterminowani. Poza tym od dłuższego czasu umawiają się na biegowe randki więc czeleńdż był chyba pretekstem do zalegalizowania ich romansu. Bułka łapie herbatniki w locie i je z ręki więc bieganie z nią to mega fun. 

Para nr 2. Budyń i Magda



Tyłek Budynia też jest niczego sobie a chłopak wbiega na metę na tętnie 200. To jest to tętno przy którym wymiotuję i widzę ciemność. Do tego Magda – solidna, bezkontuzyjna firma. Poważni rywale. Budyń jest takim kochanym chłopakiem, że Magda może truchtać pro forma. Jak będzie trzeba to pierdyknie 500 kilosów w miesiąc i jest po nas.

Para nr 3. Ja i Maciek



Maciek jest ambitnym pomysłodawcą całego zamieszania. Nie wiem dlaczego wybrał mnie, ale mu współczuję, bo pewnie przegra i będzie musiał wystąpić w biegu ulicznym w koszulce z napisem "Parówa roku" albo gorzej. No i ja. Królowa wymówek. Nie muszę przedstawiać. Facjata także powszechnie znana więc obejdzie się bez zdjęcia. 

Czeleńdż zadziałał i mimo, że od dwóch dni jestem bardzo nieszczęśliwa, bo nie jem słodyczy (sama to sobie obiecałam - głupio mi robić w konia samą siebie więc póki co się trzymam) to poszłam biegać. Pyknęłam 14 kilosów i w planie mam dużo, dużo więcej. Trzymajcie kciuki. Loff.




czwartek, 13 listopada 2014

O sensie biegania

Człowieniu. Bieg uliczny to nie olimpiada ani walka o złote kalesony. 

Zdejmij słuchawki
Rozejrzyj się
Uśmiechnij się
Pomóż komuś, kto biegnie obok
Przybij piątala dziecku
Podziękuj kibicom
Pomachaj policjantom
Prześlij buziaka starszej pani

Albo nie - przebiegnij tę dychę z zaciętą miną i walcz o „wynik”. Narzekaj na fatalną organizację i brak technicznej koszulki. I niech z Twoich ust nie schodzi słowo „życiówka”. I pytaj wszystkich: JAKI CZAS?  I narzekaj. Bo pod górkę. I na co te zakręty. Bo trasa nudna, oklepana.

fot. Maciej Apaciński /www.maratonypolskie.pl/



Pobiegliśmy z Anką i było super. Nie mam pojęcia co działo się na mecie bo oszalałam w euforycznym uniesieniu – pamiętam, że spiker krzyczał, że ludzie dopingowali jak szaleni a Ania dała z siebie wszystko i przeszła linię mety. SAMA. 


A tymczasem w USA, 31- letnia Tabatha Hamilton wygrała Chickamauga Battlefield Marathon. I nic nie byłoby w tym dziwnego gdyby nie fakt, że Tabatha przebiegła pierwszą połowę w 2:06:51 a drugą w 47:30. Mówi, że "zaczęła powoli", ale postanowiła "pocisnąć drugą połówkę". Pocisnęła równo, osiągając wynik o 11 minut lepszy niż rekord świata w półmaratonie. Mężczyzn. Ojojoj. Chyba ktoś oszukiwał...
Więc o co chodzi w tym bieganiu?

Po co biegasz?

piątek, 31 października 2014

Uczuć nie zabiegasz

 Biegasz. Bieganie jest super. Powtarzasz to jak mantrę. Nie potrafię bez biegania żyć.




A może jest tak, że tylko bieganie sprawia, że przesypiasz noc? Padasz na pysk po długim treningu. Budzisz się o świcie z poczuciem bezsensu. Marnowania czasu. Wewnętrznej pustki. I gdy tylko otworzysz oczy czujesz jak Twoje ciało wypełnia smutek. Jak się w Ciebie nalewa jak w puste naczynie. Więc biegasz. Topisz mózg w endorfinach. Co za oszustwo...

W pracy chujnia z patatajem.
A ty biegasz i nic nie czujesz.

Oddalasz się od bliskich
Biegasz i nic nie czujesz.

Życie przecieka ci przez palce, ale przecież biegasz. Nic nie zauważyłeś.


I ta dysforia. Twoja zrzędliwość jest już kultowa. Znajomi kochają Twoje cięte riposty. Nikt z taka fantazją nie konstruuje zdań złożonych li tylko z przekleństw. Myślą, że żartujesz, że takie masz czarne poczucie humoru. Ozdoba każdego spotkania.
Ale chwila, jacy znajomi? Nie masz ochoty na kontakty towarzyskie. Twój umysł broni się przed nimi tak bardzo, że potrafisz zawrócić w połowie drogi do domu. "Sorry, nie dotrę, źle się czuję".
Oni myślą, że nie pijesz bo biegasz. Nie bawisz się bo biegasz. 

A tak w ogóle to czerpiesz jeszcze z czegoś przyjemność?
No tak, zapomniałam. Z biegania.


Z jakiegoś powodu to działa.

To kurewstwo podnosi poziom neuroprzekaźników odpowiedzialnych za dobry nastrój.
Poprawia dostawę tlenu i składników odżywczych do twojego poszarpanego mózgu
Zwiększa liczbę komórek w hipokampie. Podobno.
I relaksuje.
Wprowadza w stan euforii i zwiększa odporność na stres.
Więc biegasz. Mieszasz i pijesz codzienny dopaminowo – serotoninowy koktajl. Zagryzasz norepinefryną.


Pytasz się mnie co zrobić, gdy niebotyczny dół psychofizyczny jak stąd do Chin trwa miesiąc.
Rok.
Dwa lata.
Pięć.

Nie wiem.


Idź pobiegać.